Cho-Oyu (8201 m n.p.m.) wyprawa jesienna cz.1.

… thanks to all of you, to all my friends and visitor… thanks for all the nice reviews and comments on my blog in this year! Happy Holidays !!!! Motto for all .. Great tops for everyone!… Come back again…!
Cho-Oyu (8201 m n.p.m.) wyprawa jesienna 2000r.

Góra znajduje się 28 kilometrów na północ od Mount Everestu. Cho Oyu jest potężnym masywem wchodzącym w skład grupy górskiej Khumbu Himal. Oprócz głównego szczytu, w grani północno-wschodniej schodzącej do przełęczy 7755 m n.p.m., znajduje się nieznaczne wzniesienie o wysokości 8010 metrów. Pozostałe granie, północna i południowo-zachodnia, schodzą odpowiednio do przełęczy osiągających 6517 m n.p.m. (Palang La) i 7173 m n.p.m. Zboczami masywu spływają potężne cztery lodowce. I tak od strony północnej Palung Glacier, od północno-wschodniej Gyachung Glacier, od południowego wschodu Ngozumba Glacier i wreszcie od północnego zachodu Lungsamba Glacier, z którego wznosi się najpopularniejsza wśród alpinistów ściana.

Etymologia nazwy Cho Oyu budzi spore kontrowersje. Heinrich Harrer stwierdził swego czasu, że właściwą nazwą szczytu jest”Cha-i-u”, co oznacza “Bożą głowę”. Innego zdania jest G. Dyhrenfurth, dla którego jest to skrót od słów “chomo” i “yu”, co oznaczałobyTurkusową Boginię. Według Pierra Vitoza, doskonałego znawcy języka tybetańskiego nazwa góry oznacza “Podporę Religii”. Mimo tych skrajnych pomysłów, funkcjonuje głównie tłumaczenie Dyhrenfurtha.

RELACJA – Ryszard Pawłowski

Liczący 8201 m Cho Oyu jest szóstym pod względem wysokości szczytem świata. Nie należy do najtrudniejszych technicznie, ale jego potężna sylwetka, ozdobiona pióropuszem śniegu wyrywanym z grani przez silne wiatry robi duże wrażenie. Z daleka jest łudząco podobny do Mt Everestu widzianego od strony tybetańskiej. Potrafi bronić się głębokim śniegiem na rozległych polach podszczytowych i zagrożeniem lawinowym. Nawet najlepsi himalaiści są wtedy bez szans. W sezonie jesiennym 1999 roku z olbrzymiej ilości wypraw w tym także bogato wyposażonych w tlen i Szerpów, weszły tylko dwie osoby.Naszą wyprawę zaczęliśmy w sześcio osobowym składzie – dwójka Rysiek Kowalewski i Darek Załuski 10 września wyleciała do stolicy Tybetu Lhasy. Postanowili stopniowo aklimatyzując się i zwiedzając tybetańskie zabytki spotkać się z nami bezpośrednio w bazie. Pozostała czwórka uczestników oraz kucharz i jego pomocnik wraz z całym sprzętem i kuchnią 12 września wyruszyła z Kathmandu przez przełęcz Kodari doTybetu. Po przekroczeniu granicznego Mostu Przyjaźni spędziliśmy noc i cały następny dzień w miasteczku Nyalam położonym na wysokości 3780 m. Niegrzeczna obsługa i obskurny hotel spowodowały, że następnego dnia z wielką przyjemnością zakwaterowaliśmy się w Everest Snowleopard Guest House w miejscowości Tingri położonej na wysokości 4200 m. Było tu czysto, spokojnie, doskonałe chińskie jedzenie, a na dodatek piękny widok na góry – w tym także wierzchołek Cho-Oyu. Wieczorem nasze odczucia estetyczne spotęgowała piękna olbrzymia tęcza rozpościerająca się nad surowym tybetańskim krajobrazem. Odczytaliśmy to jako dobry znak. W wyśmienitych nastrojach spowodowanych smacznym piwem o wdzięcznej nazwie “Lhasa Beer”, jak również bliskością bazy udaliśmy się na spoczynek. Świtem 16 września w padającym deszczu ze śniegiem i prawie zerowej widoczności terenową Toyotą dotarliśmy do oddalonej o 2 godziny bazy chińskiej na wysokości 4735 m. Po dniu wypoczynku, dopełnieniu formalności z chińskim oficerem łącznikowym i przepakowaniu bagażu na lokalny środek transportu czyli jaki w komplecie pomaszerowaliśmy do bazy wysuniętej ABC położonej na wysokości 5700 m. Zastaliśmy mnóstwo zespołów i niezbyt optymistyczne wieści.

Od wielu dni ciągłe opady śniegu oraz szalejące wiatry nie pozwalały na udane akcje szczytowe. Niektórzy byli tu już od trzech tygodni. Podczas jednego z wyjść aklimatyzacyjnych spotkaliśmy Ankę Czerwińską uskrzydloną wiosennym wejściem na Mt Everest. Teraz jednak była przygnębiona, gdyż jej akcje z wysokościowym Szerpą zakończyły się w głębokim śniegu partii podszczytowych. Mówiła o zakończeniu wyprawy i przeniesieniu się na sąsiednią Shisha-Pangmę, na którą miała pozwolenie. Inne zespoły były w podobnej sytuacji. Henry Todd, stały bywalec pod tą górą, wrócił do domu wraz z dziesięcio osobową grupą bez sukcesu, mimo że w zespole miał najsławniejszą obecnie Amerykankę Christin Boskoff, która zdobyła już sześć szczytów ośmiotysięcznych. Nasz zespół robił to, co robić powinien, tzn. wychodziliśmydo góry wynosiliśmy sprzęt i zaopatrzenie przy okazji aklimatyzując się. W bazie oprócz doskonałego jedzenia przyrządzanego przez naszego mistrza kuchni Kalu, rozgrywaliśmy turnieje szachowe uszczuplając dwulitrowy zapas serbskiej Rakiji przywiezionej przez uczestnika Pavle Milosevica z jego rodzinnej wioski. Z niepokojem patrzyliśmy do góry widząc coraz więcej zespołów wracających bez sukcesu. Na dodatek zaprzyjaźniony kucharz Lakczu przepowiedział, że w czasie zbliżającego się święta Dasu związanego z rytualnym zabijaniem zwierząt zawsze następują kilkudniowe opady śniegu. Byliśmy skłonni w to uwierzyć. Lakczu każdego roku bierze udział w wyprawach, a pod Cho-Oyu był już wielokrotnie. Z zainteresowaniem obserwowaliśmy olbrzymie karawany jaków podążających przez szerokie śnieżne siodło Nangpa La (5716 m). Jest to tradycyjny szlak przemytniczy między Tybetem a Nepalem. Do Namche Bazar przewożone są tybetańskie dywany, materiały i ubrania, chińska elektronika, drobne gadżety, a także suszone mięso kóz i owiec. W przeciwną stronę idą transporty nepalskiego ryżu, zakupione na farmach młode jaki oraz zarobione na handlu pieniądze. Na szczęście nasz meteorologiczny prorok się pomylił. Nastał okres przepięknej pogody i wszyscy, którzy pozostali jeszcze w bazie, a było ich już niewielu, ruszyli w kierunku szczytu. 2 października najaktywniejsza trójka, tzn. Darek, Genek orazja, pomknęła do obozu II-go na 7100 m.Następnego dnia z całym sprzętem na wysokość 7500 m, gdzie powinien czekać na nas rozstawiony namiot. Miał czekać, ale nie czekał. Normalnie wyparował. Pozostał ślad na śniegu, a w mojej głowie brzydkie skojarzenie z obładowanymi Szerpami wyprawy koreańskiej schodzącymi w dół. Z podobnym zjawiskiem spotkałem się też na innych swoich wyprawach, ale to temat na inny artykuł, który być może napiszę jak będę bardziej wku…ny. Darek z Gienkiem zostają na noc w resztkach namiotu wyprawy amerykańskiej, a ja wracam do dwójki.O 1.30 w nocy wychodzę , aby dołączyć do zespołu i wspólnie iść do szczytu. Zimno i strach, że pogubię się w ciemnościach powodują, że już o trzeciej nad ranem jestem w namiocie obozu III-go, o wiele za wcześnie niż planowałem. Podana herbata sprawia, że czuję się świetnie. Kochane chłopaki. O 6.30. pierwszy wychodzi Gienek, za nim Darek oraz ja. Bladym świtem ruszamy w nieznane czyli w kierunku szczytu. Po jakimś czasie wpadam w rytm i czuję coraz wyraźniej bliskość celu. Przez radiotelefon łączę się z bazą, że chyba już niedługo, może 15min., może…, po godzinie jestem na wierzchołku. Jest 4 października, godz. 12.30. Modlitewne chorągiewki pozostawione przez Szerpów oraz wspaniałe widoki na Mt Everest i Lhotse sprawiły, że spędziłem samotnie kilkadziesiąt minut fotografując, filmując i ciesząc się spokojem. W zejściu spotykam Darka, a dużo niżej Gienka. Zawracam z nim bojąc się,że grozi mu biwak na wysokości 8000 m. Bez słowa skargi schodzi w dół i wspólnie z Darkiem, kolejnym zdobywcą szczytu, spędzają noc w namiociena wysokości 7500 m. Ja biwakuję poniżej i przez radiotelefon zachęcam Gienka, by spróbował następnego dnia. Na szczyt wchodzi w towarzystwie duetu amerykańsko-czeskiego i bezpiecznie wraca do namiotu. Olbrzymie brawa dla Gienka Chomczyka! Wspaniały debiut w Himalajach i jego pierwszy ośmiotysięczny szczyt. Dla Darka Załuskiego to drugi szczyt ośmiotysięczny, ponownie zdobyty na wspólnej wyprawie ze mną. To cieszy. Pozostała trójka: Rysiek Kowalewski z Warszawy, Serb Pavle Milosevic i Sławek Jakobczyk z Toronto mają problemy zdrowotne. Wyprawę kończymy 12 października.

Na wierzchołku staneli: Ryszard Pawłowski, Eugeniusz Chomczyk i Dariusz Załuski (4-5 października 2000 r ).

Lider wyprawy – Ryszard “Napał” Pawłowskihttp://www.patagonia.com.pl/Ryszard Pawłowskiorganizując komercyjne wyjazdy na wszystkie kontynenty wchodził jako przewodnik wspólnie z klientami na takie szczyty jak:

  • Ama Dablam (6856m) w Himalajach Nepalu – 19 razy
  • Aconcagua (6962m), najwyższy szczyt Ameryki Południowej – 20 razy
  • Mt McKinley (6194m) najwyższy szczyt Ameryki Północnej – 9 razy
  • Island Peak (6169m) w Himalajach Nepalu – 5 razy
  • Mt. Everest (8848m) od strony Nepalu i Tybetu – 3 razy
  • Pumori (7145m) w Himalajach Nepalu – 2 razy
  • Gasherbrum II (8035m) w Karakorum Pakistanu – 3 razy
  • Cho-Oyu (8201m) w Tybecie – 2 razy (4-5 października 2000r, maj 2005r)
  • Nanga Parbat (8125m) w Himalajach Pakistanu
  • Elbrus (5642m) w Kaukazie – 6 razy

Agencja wyprawowa

Wesołych Świąt życzy Polski Związek Alpinizmu

Advertisements

One Response

  1. passion for enjoyment, seems always to weaken, and frequently to destroy or goods, and who, to express that each of them had in his turn received

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: