Everest 2008 – z projektu 7summits.pl : Agnieszka Kiela-Pałys czwarta Polka na szczycie Świata cz.1.

23 maja o 5:30 Agnieszka Kiela-Pałys stanęła, jako czwarta Polka, na szczycie Świata zdobywając Everest.

Miało być tak :

Agnieszka i Maciek, w ramach projektu 7summits.pl, planują w 2008 roku, między innymi, wejście na Górę Gór od strony Tybetu. Jeśli im się to uda, będą pierwszym polskim małżeństwem na Evereście, a Agnieszka będzie pierwszą Polką, która zdobyła Everest od strony północnej.

Kilka naj…

Dotychczas Everest widzieli tylko z Nepalu, jednak dużo bardziej góra ta fascynuje ich z tej trudniejszej północnej strony. Agnieszka ma nadzieję na kontynuację pięknej tradycji kobiet polskich na Evereście. Odkąd przeczytała relację o pierwszym polskim wejściu na Everest dokonanym przez Wandę Rutkiewicz w 1978 r., zawsze marzyła, że też kiedyś będzie mogła zmierzyć się z tą górą, w hołdzie dla tej wybitnej himalaistki.

Uczestnicy

Wyprawa będzie miała charakter międzynarodowy, podobnie jak poprzednie wyprawy na Elbrus na Kaukazie i na McKinley’a na Alasce, gdzie Agnieszka i Maciek spotkali się ze znajomymi wspinaczami z Brazylii, Japonii i Australii.

Projekt 7summits.pl

Po zdobyciu w ramach projektu 7summits.pl kolejno Kilimandżaro, Elbrusa, Aconcaguy, McKinleya i Mt. Blanc nadszedł czas na najtrudniejszą górę projektu. Przygotowania rozpoczęły się ponad rok temu – kondycyjne, logistyczne, techniczne i wszelkie inne – Everest to nie tylko najwyższa góra, ale także góra pracy, jeśli ekspedycja ma mieć charakter bardziej samodzielny, a nie korzysta od początku do końca z wsparcia firmy zajmującej się organizacją całej wyprawy.

Trochę faktów…

Everest (8850 m n.p.m.), Góra Gór, Dach Świata, Sagarmatha, Chomolungma, góra położona w środkowej części Himalajów Wysokich na granicy nepalsko-chińskiej, od wieków fascynująca ludy mieszkające w pobliżu, uważana za siedzibę bogów oraz za boginię. Dlaczego tak fascynuje i przyciąga ludzkość? Po prostu dlatego, że jest najwyższa! Jest celem samym w sobie, mimo, że aby osiągnąć jej wierzchołek wymyślono już naprawdę wiele sposobów, pobito kolejne rekordy, naciągnięto do granic wytrzymałości strunę wytrzymałości ludzkiego organizmu oraz pokonano wiele „nieprzekraczalnych” barier. Na szczycie Everestu stanęli już wspinacze nie korzystający w ogóle z tlenu, niewidomi, niepełnosprawni, niektórym zajęło to zaledwie niecałe 17 godzin z Base Campu, a inni spędzili na szczycie ponad 21 godzin. Byli też tacy, którzy znaleźli się tam wię cej niż 10 razy, tegoroczny rekord to wejście na szczyt 18 raz  czego dokonał – Apa Sherpa /zobacz –Apa Sherpa’s new Everest record: summit number 18./. Bardzo spektakularne było też „zejście” z góry w ciągu 11 minut dzięki paralotni oraz wejście na nią w rekordowym czasie z poziomu morza.

Czy warto…?

Czy warto więc być jednym z kolejnych zdobywców? Każdy sam musi sobie odpowiedzieć na to pytanie, a nasza odpowiedź jest taka: góry są po to, aby je zdobywać. W górach można odnaleźć siebie, spokój, piękno, natchnienie, przyjaźń, miłość, bliskość przyrody…

A przede wszystkim, góry dają możliwość podążenia za tym wewnętrznym głosem, który każe człowiekowi ciągle szukać nowych doznań, porzucić na jakiś czas domowe pielesze, przyjaciół, spokojne życie i rzucić się w wir nowych przygód i poszukiwań sensu życia w innym miejscu i czasie.

No, powiedzcie mi, że ktoś tego nie ma! Taka jest już ludzka natura, że zawsze za czymś tęsknimy i to coś może stać się naszą inspiracją, jeśli tylko pozwolimy sobie od czasu do czasu podążyć za marzeniem…

Relacja – Agnieszka Kiela-Pałys.

* Początki wyprawy.

Od kilku lat przygotowywaliśmy się do wyprawy na Everest od strony północnej – dokładnie przestudiowaliśmy opisy trasy, oglądaliśmy zdjęcia, filmy, rozmawialiśmy ze wspinaczami, którzy byli z tamtej strony. Agencja nepalska organizująca naszą wyprawę zapewniała do ostatniej chwili, że nie będzie żadnego problemu z chińskim zespołem wnoszącym znicz olimpijski na Everest – w zeszłym roku też byli na górze i doskonale układała się z nimi współpraca, więc nie ma powodów do obaw.

Duch szczytu (fot. arch. Agnieszka Kiela-Pałys)

* Nieoczekiwane zmiany w ostatniej chwili.

Jednak 10 marca powód do obaw pojawił się, ponieważ chińskie władze zdecydowały, że zamkną w tym roku Everest od strony Tybetu. Próbowały też wywierać naciski na rząd nepalski, żeby i on zamknął górę dla wspinaczy, ale skończyło się na restrykcjach i obostrzeniach. Dla nas ta nieoczekiwana zmiana oznaczała konieczność podjęcia szybkiej decyzji, czy nadal jedziemy i dopłacamy dodatkowe kilka tysięcy dolarów do permitu, – jak wiadomo od strony nepalskiej jest zdecydowanie droższy. Szczęśliwie udało się powiązać koniec z końcem i zdecydowaliśmy się jechać. Po tylu miesiącach przygotowań, szkoda nam było odpuścić sobie ten rok.

* Kathmandu – uda się, czy nie?

I tak 28 marca znaleźliśmy się w Kathmadu. Zbyt wiele do roboty tam już nie mieliśmy – do dokupienia pozostały drobiazgi, natomiast jeden z nich był wyjątkowo istotny – nadal nie mieliśmy permitu. Ministerstwo Turystyki Nepalu robiło przez kilka dni różne zwody – a to chcieli wydać promesę permitu (nikt nie wiedział, czy miałaby ona jakiekolwiek znaczenie praktyczne), a to permit właściwie już miał być, tylko ktoś musiał go jeszcze podpisać – zawsze prawie już był. Wszystkie wyprawy były w takiej samej sytuacji i w końcu stało się jasne, że nie ma sensu czekać w Kathmandu. Wszyscy zdecydowali się ruszyć do base campu, mając nadzieję, że w międzyczasie permity zostaną wydane i wszystko wróci do normy. Wiadomo było już tylko, że Chińczycy w tym sezonie nikogo nie zamierzają wpuszczać do Tybetu. Przestali wydawać wizy i nie było szans na zrealizowanie planu ‘B’, który przewidywał aklimatyzację na innej górze i powrót na Everest na sam atak szczytowy.

* A więc jednak do bazy.

1kwietnia wyruszyliśmy do bazy, gdzie dotarliśmy 9 kwietnia. Nie było się, po co spieszyć – wszystko w tym roku było opóźnione. Nawet Icefall Doktorzy nie mieli przez dłuższy czas pozwolenia na prowadzenie działalności. Wszyscy czekali na uprzejmą zgodę chińskich oficjeli. Tymczasem w bazie panowały również dość nietypowe warunki. Wkrótce po zainstalowaniu się tam większości ekspedycji, przybyło także wojsko z karabinami, utworzony został punkt kontrolny, odbywały się niemalże codzienne zebrania wojskowych, oficerów łącznikowych i liderów ekspedycji. Kilkakrotnie rozrywki dostarczał nam także przylot helikopterów z niezwykle ważnymi osobami w randze ministrów i generałów na pokładzie. Reprezentowali zarówno stronę nepalską, jak i chińską.

Wizyta chińska w bazie (fot. arch. Agnieszka Kiela-Pałys)

Po każdej półgodzinnej wizycie w bazie, poza nowymi wrażeniami estetycznymi (nie da się ukryć, że każda taka wizyta stanowiła dla nas ciekawy przerywnik monotonii życia obozowego i za każdym razem ściągała tłumy gapiów), przychodziły też nowe obostrzenia i restrykcje. Początkowo nie można było używać następujących sprzętów: laptopów, palmtopów, telefonów satelitarnych, kamer, a także aparatów fotograficznych. Chińczycy chcieli zapewnić sobie całkowity brak przecieków informacji spod Everestu na wypadek dalszych akcji pro Wolny Tybet. Po kilku dniach zdecydowano, że aparaty fotograficzne są jednak dopuszczalne, a zakaz używania pozostałego sprzętu elektronicznego przestał obowiązywać dopiero 10 maja.

Nasz permit pojawił się około połowy kwietnia, ku naszej wielkiej uldze. Jednak wcześniejsza promesa nie była zbyt przekonywującym dowodem na to, że będziemy mogli się wspinać. Icefall Doktorzy zostali wpuszczeni na lodospad i prowadzili działalność, opóźnienie nie było zbyt duże. Nabraliśmy otuchy, że może jakoś wszystko wróci do normy. Na permicie widniała jedynie adnotacja, że nie wolno prowadzić działalności powyżej obozu drugiego do 10 maja. Uznaliśmy jednak, że to i tak już lepsza sytuacja i że trzeba zacząć coś robić, mając nadzieję, że dalej też jakoś pójdzie.

* Stój, bo będę strzelał!

20 kwietnia poszliśmy więc przez Lodospad Khumbu do jedynki, a około 27 kwietnia do dwójki. Owiany złą sławą lodospad, który w przeszłości niejednokrotnie był przyczyną wypadków i tragedii, w tym roku podobno był łatwiejszy do przejścia. Co mogę powiedzieć na jego korzyść to to, że jest niezwykle malowniczy, za każdym przejściem był trochę inny i dostarczał nowych wrażeń. No i generalnie nie był taki zły, jeśli udało się go opuścić, zanim doszło do niego słońce. Jeśli ktoś wybrał wersję ze słońcem, musiał liczyć się z warunkami iście tropikalnymi, nasłonecznieniem ze wszystkich stron, jak w solarium i skutkami ubocznymi w postaci skóry obłażącej z całej twarzy po powrocie.

Maciek na lodospadzie (fot. arch. Agnieszka Kiela-Pałys)

O ile lodospad był w tym roku łagodniejszy niż dawniej, o tyle szczeliny na lodowcu prowadzącym do jedynki i dwójki były gigantyczne. Rekordowa drabinka składała się w tym sezonie z czterech części, była chybotliwa i dość niepewna – nigdy nie udało jej się porządnie przymocować i przejście nią zawsze dostarczało wielu emocji. Położona na kamienistej morenie dwójka była regularnie nawiedzana przez lawiny schodzące z pobliskiego lodowca. Na szczęście zatrzymywały się w ogromnej szczelinie przed obozem. Lodowiec ten był niezwykle aktywny i dostarczał nam z kolei wrażeń akustycznych – trzaski w nocy przypominały dźwięk pękającego szkła.

Wyjątkowo głęboka szczelina (fot. arch. Agnieszka Kiela-Pałys)

Dwójka kończyła się na około 6400 m. Dalej nie można się było ruszyć ani na krok w kierunku Ściany Lhotse, ponieważ granic obozu pilnowali uzbrojeni żołnierze, którzy nie pozostawiali żadnych wątpliwości, że Chińczycy zdecydowali się w tym roku na politykę całkowitej izolacji. Żołnierze-strażnicy obozu drugiego karabinem wskazywali kierunek powrotny tym, którzy zapuścili się w ich pobliże – przez dłuższy czas nie było, więc możliwości prowadzenia akcji górskiej powyżej 6400 m. – nie powstała trójka, nic nie zostało wyniesione, nie zostały założone poręczówki. Obowiązywał całkowity zakaz zbliżania się do Przełęczy Południowej i do szczytu. Co chiński zespół miał do ukrycia, tego nie wie nikt – w tym roku nie było żadnych świadków ich triumfalnego wejścia na szczyt Everestu.

* Nieplanowane wczasy.

Po naszym powrocie do bazy okazało się, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom Chińczykom nie udało się zdobyć szczytu 28 kwietnia i w związku z tym co najmniej do 10 maja nie będzie można wejść powyżej dwójki. To oznaczało dla nas konieczność odbycia długiego nieplanowanego odpoczynku. Niewątpliwie przydatny byłby przed atakiem szczytowym, ale my nie zakończyliśmy jeszcze nawet procesu aklimatyzacji, więc przerwa do 10 maja była nam zupełnie nie na rękę. Nikt jednak nie pytał w tym roku wspinaczy pod Everestem, co jest im na rękę, a co nie – ekipa chińska miała za wszelką cenę wnieść znicz olimpijski na szczyt i potrzebowała do tego całkowitego i absolutnego spokoju.

Zdecydowaliśmy się więc, jak wiele innych osób w tym sezonie, zrobić sobie odpoczynek gdzieś poniżej bazy. Od 3 do 7 maja odpoczywaliśmy w Dingboche na 4400 m. Było tam cieplej i bardziej zielono, było miękkie łóżko oraz kafejka internetowa regularnie odwiedzana przez wspinaczy. Ale w tym roku nie sprawdzali oni przeważnie prognozy pogody, tylko szukali informacji, czy zespół chiński wniósł wreszcie znicz olimpijski na szczyt. Niestety, ponieważ nie dopuszczono z tamtej strony innych ekspedycji, więc Chińczykom nie było łatwo – sami musieli założyć wszystkie poręczówki oraz drabinkę na Second Stepie, zdjętą w zeszłym roku przez wyprawę retro. W końcu jednak i komfortowe wczasy nam się przejadły. Zdecydowaliśmy się wracać do bazy w nadziei, że kiedyś Chińczycy muszą przecież wejść na szczyt lub ewentualnie ewakuować się spod niego w przypadku braku czasu na kontynuowanie akcji górskiej. Znicz czeka przecież długa droga przez całe Chiny.

… kolejna relacja niebawem.

* Zobacz też: 7summits.pl – Everest 2008

** Źródła:   – http://www.wspinanie.pl/http://www.7summits.pl/

*** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button

zapraszam do subskrypcji mego bloga

Advertisements

One Response

  1. […] – Agnieszka Kiela-Pałys A view of Everest southeast ridge base camp. The Khumbu Icefall can be seen in the left. In […]

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: