Everest 2008 – z projektu 7summits.pl : Agnieszka Kiela-Pałys czwarta Polka na szczycie Świata cz.2.

23 maja o 5:30 Agnieszka Kiela-Pałys stanęła, jako czwarta Polka, na szczycie Świata zdobywając Everest.

Relacja – Agnieszka Kiela-Pałys.

* W górę w przerzedzonym składzie

Wreszcie 10 maja Chińczycy znieśli zakaz poruszania się powyżej dwójki i w górę ruszyli ci wspinacze, którzy dotrwali do tego momentu. Część osób w międzyczasie uległa zniechęceniu, ponieważ całe to oczekiwanie, atmosfera niepewności i czasami nawet grozy (wojskowe helikoptery latające nad głową, karabiny broniące Ściany Lhotse) były jednak wykańczające. Przez kilka tygodni dochodziły do nas sprzeczne informacje, codziennie praktycznie dowiadywaliśmy się czegoś nowego – a to, że będzie można atakować wcześniej, a to, że dopiero po 10 maja, a to, że jeśli Chińczykom nie uda się do tej pory wnieść znicza na szczyt, to zostają dłużej, a pozostali wspinacze w ogóle nie będą mogli zdobywać Everestu – była to prawdziwa wojna nerwów bez żadnej gwarancji, że w końcu zakończy się sukcesem. Nic dziwnego, że część wspinaczy zrezygnowała ze zdobywania Everestu i Lhotse i rozjechała się do domów. W tym sezonie górę atakowało więc około 250 osób, co nie jest aż tak zastraszającą liczbą, jak na Everest.  Oczywiście dla tych, którzy dotrwali do końca, była to sprzyjająca okoliczność – nie było raczej kolejek w dniu ataku szczytowego, tłumów na szczycie…

Czy Chińczycy wnieśli w tym roku znicz olimpijski na szczyt Everestu, czy nie – nikt tego nie wie, bo nie było świadków. Dość, że w końcu ustąpili miejsca innym wspinaczom i ewakuowali się.  Strona północna nadal jest zamknięta i nie wiadomo, czy zostanie otwarta w tym roku i czy w ogóle. Dzięki temu, że zostało stosunkowo niewielu wspinaczy i że przez tydzień co najmniej utrzymywała się dobra stabilna pogoda, na Evereście w tym roku nie było wielu wypadków. A czy w przyszłym sezonie wspinacze będą mogli jechać na Cho Oyu, Shisha Pangmę, czy Everest od strony północnej – na dzień dzisiejszy nie wiadomo.

11 maja wyszliśmy znów do dwójki, a 14 na wysokość około 7300 m. w celu zdobycia aklimatyzacji. W międzyczasie oboje przeżyliśmy chwile zwątpienia, walcząc z zapaleniem nerwu w zębie, powracającymi jak bumerang napadami kaszlu Khumbu oraz zatruciem pokarmowym. Ledwo jedną przypadłość zdążyło się wyleczyć, to już przyplątało się coś innego.

Właściwe wyjście w górę przed atakiem szczytowym rozpoczęliśmy 19 maja. Do dwójki szło się znakomicie – byliśmy w bardzo dobrej formie, również dzięki temu, że dzień wcześniej wzmocniliśmy siły szynką w puszce przywiezioną z Polski – po tygodniach jedzenia obozowego był to dla nas ogromny rarytas:-)

21 maja ruszyliśmy w stronę trójki. Na wysokości około 7000 m. Maciek bardzo źle się poczuł z powodu nagłego skoku ciśnienia i częściowej utraty widzenia w jednym oku. W związku z utrzymywaniem się tego stanu przez dłuższy czas, podjął decyzję o powrocie do obozu drugiego, gdzie zamierzał poczekać na ustąpienie tych niepokojących objawów. Podjęliśmy decyzję, że ja kontynuuję marsz do trójki, a potem zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie.

Widok z trójki (fot. arch. Agnieszka Kiela-Pałys)

Niestety u Maćka nie nastąpiła szybka poprawa wzroku, więc 22 maja sama poszłam na Przełęcz Południową, skąd wieczorem o 20.15 wyruszyłam na atak szczytowy. Był to zdecydowanie mój najlepszy dzień podczas całej wyprawy – szło mi się doskonale, nie czułam zimna, ani zmęczenia.

Grań szczytowa (fot. arch. Agnieszka Kiela-Pałys)

Na szczyt dotarłam o 5.30 /23 maja 2008/, niedługo po wschodzie słońca. Była piękna, prawie bezchmurna pogoda, wiał nieznaczny wiatr, do tego na wszystkie strony roztaczały się wspaniałe widoki; widać było inne ośmiotysięczniki znajdujące się teraz poniżej: Cho Oyu, Lhotse, Makalu. Przez kilka minut nie docierała do mnie świadomość, że to już, że stoję właśnie na szczycie Matki Gór i że zakończył się jakiś etap w moim życiu obejmujący kilka lat przygotowań, starań, gromadzenia funduszy. Była to, więc ogromna radość z odrobiną smutku, że to, do czego dążyłam przez tak długi czas już nie będzie moim celem. A potem spojrzałam w stronę Tybetu, na Klasztor Rongbuk i Płaskowyż Tybetański i pomyślałam sobie, że właściwie to tamta strona była moim marzeniem, może by tak jeszcze kiedyś spróbować.

Agnieszka na szczycie (fot. arch. Agnieszka Kiela-Pałys)

Na szczycie spędziłam około 45 minut – mam stamtąd sporo zdjęć, film, kamienie ze strony tybetańskiej (zebrane kilkanaście metrów pod szczytem). Prawdziwym wyzwaniem było zejście na dół – opadły ze mnie emocje i adrenalina. Byłam już naprawdę zmęczona. Schodziłam uważnie, żeby nie poślizgnąć się na ruchomych skałkach i płytkach, które w tym roku przykrywało wyjątkowo mało śniegu. W końcu około 11.00 dotarłam na Przełęcz. Wyszło ze mnie całe zmęczenie i niewyspanie. Zdecydowałam się spędzić tam jeszcze jedną noc.

Widok ze szczytu (fot. arch. Agnieszka Kiela-Pałys)

* Co dalej

Dalej było już tylko zejście do bazy, potem do Lukli i przelot do Kathmandu. Po dwóch miesiącach nastąpił powrót do cywilizacji. Rozmowy toczone w bazie tuż przed zejściem niżej dotyczyły oczywiście gór. Chciałabym pojechać kiedyś do Tybetu – czy na Everest, czy na inną górę, ale także żeby zobaczyć Rongbuk, Lhasę i inne ciekawe miejsca. Na razie nadal nie jest to możliwe, ponieważ Chińczycy nie znieśli zakazu odwiedzania Tybetu przez wspinaczy i turystów. Mówi się, że będzie on obowiązywał przynajmniej do końca olimpiady, ale nie mówi się, co potem – czy znowu będzie można wspinać się na Cho Oyu i Shishę Pangmę? Czy droga północna na Everest zostanie otwarta? Nikt na razie nie wie, czy Chińczycy zamiotą problem tybetański pod dywan i będą się go po prostu starali ukryć przed światem, czy raczej postarają się go rozwiązać i pozwolą obcokrajowcom odwiedzać Tybet w międzyczasie. Karabiny i wojsko nie są z pewnością rozwiązaniem na dłuższą metę, szczególnie nie ma dla nich miejsca w bazie ekspedycyjnej, więc miejmy nadzieję, że Tybet nie jest jeszcze stracony i że nie będzie poddawany polityce izolacji przez kolejne sezony. Chętnie byśmy się tam jeszcze wybrali.

* Zobacz też: 7summits.pl – Everest 2008

** Źródła:   – http://www.wspinanie.pl/http://www.7summits.pl/

*** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button

zapraszam do subskrypcji mego bloga

2 Responses

  1. […] – Wanda Rutkiewicz (1978), Anna Czerwińska (2000), Martyna Wojciechowska (2006, news) i Agnieszka Kiela-Pałys (2008, 23 maja) wchodziły łatwiejszą i krótszą drogą od strony […]

  2. […] – Wanda Rutkiewicz (1978), Anna Czerwińska (2000), Martyna Wojciechowska (2006, news) i Agnieszka Kiela-Pałys (2008, 23 maja) wchodziły łatwiejszą i krótszą drogą od strony […]

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: