Tragedia na K2 w sezonie wspinaczkowym 2008 to jedne z najtragiczniejszych wydarzeń w historii Himalaizmu.

Wydarzenia, które miały miejsce w pierwszych dniach sierpnia 2008 roku na K2, podobnie jak tragedia z 1986 roku na K2 i z 1996 na Evereście, zapiszą się, jako jedne z najtragiczniejszych w historii Himalaizmu. W kilkanaście dni po tragedii można postarać się przybliżyć i zrozumieć, co tak naprawdę wydarzyło się podczas tych kilku sierpniowych dni na grani K2.

K2 (fot. Karl Kobler/planetmountain.com)

Dwa miesiące wcześniej, na początku sezonu, holendersko/międzynarodowy zespół Norit, jako pierwszy przybył do bazy pod K2. Teraz przewodzili w ataku na szczyt (ich trzecim ataku w tym sezonie), posuwając się do góry na Drodze Cesena. W tym samym czasie inny zespół koreański, wprowadzony przez grupę międzynarodowych wspinaczy, znajdował się wysoko na Żebrze Abruzzich. Plan zakładał, aby wszystkie zespoły spotkały się w obozie czwartym, gdzie obie drogi się łączą i wspólnymi siłami, zakładając liny poręczowe w górnej części drogi, razem osiągnęły wierzchołek K2.

W czwartek 31 lipca duża grupa wspinaczy na K2 przygotowuje się do ataku szczytowego następnego dnia. Obawy, jakoby mające wtedy miejsce zaćmienie słońca miało wpływ na zmianę pogody, zostały szybko rozwiane przez obsługę wyprawy Norit, która potwierdziła, że dobra pogoda nie ulegnie pogorszeniu. Mimo tego, część wspinaczy po trosze z uwagi na obawę przed pogorszeniem się pogody, po trosze ze zmęczenia, zdecydowała się nie kontynuować dalszej wspinaczki.

Grupa Norit, w skład której wchodziły zespoły koreański, włoski, serbski i norweski, Francuz Hugues d’Aubarede i Hiszpan Alberto Zerain wspierani przez Pakistańczyków i Nepalczyków, kontynuowała swoją drogę do obozu 4 na grani. Część z nich postulowała, aby nie zabierać ze sobą telefonów satelitarnych. Jednak Norit naładował w swoich aparatach wszystkie baterie i aktywował sieć 24 godzinnego nasłuchu na całej górze wraz z opcją przesyłania na żywo do bazy i dalej do Holandii zaplanowanych wcześniej transmisji z drogi na szczyt.

Wczesnym rankiem 1 sierpnia pogoda była bardzo dobra, niebo bezchmurne. O 6 rano Norit zameldował, że Szerpa Pemba Gyalje był już wysoko w “Szyjce od butelki”, gdy dotarli tam podążający za nim Wilco van Rooijen, Gerard McDonnell i Cas van de Gevel. Świadczy to o tym, że mieli oni bardzo dobry czas.

Trzeba tutaj przypomnieć, że “Szyjka od butelki” (Bottleneck) to położony na Żebrze Abruzzich wąski kuluar przykryty od góry ogromnym serakiem. Kuluar zlokalizowany jest na wysokości około 8200 m i wspinacze muszą w drodze na szczyt pokonać odcinek, który jest bardzo narażony na lawiny. Duże nachylenie ściany w tym miejscu, obiektywne zagrożenia i wysokość sprawiają, że jest to miejsce, w którym zdarza się dużo wypadków.

“Szyjka od butelki” i widoczny ponad nią ogromny serak.
(fot. Renato Sottsass/k2.planetmountain.com)

Jeden z członków zespołu zawrócił, ale z kolejnej relacji trzy godziny później wynikało, że Wilco, Cas, Gerard i Pemba znajdowali się już powyżej “Szyjki” i pokonywali eksponowany, lodowy trawers – jedno z trudniejszych miejsc na drodze.

To właśnie tamtego dnia miał miejsce pierwszy wypadek. Serbski wspinacz Dren Mandic odpadł podczas wspinaczki i poniósł śmierć. Mimo to, grupa postanowiła kontynuować dalej wspinaczkę. Wśród tych, którzy postanowili zawrócić znajdował się szwedzki wspinacz Fredrik Strang, który później na swojej domowej stronie napisał, że zawrócił do góry, aby znieść ciało Serba na dół. Szwed w swojej relacji przekazał informację, że “przejął dowództwo”, ale po odpadnięciu jednego z pakistańskich przewodników zaniechał dalszej akcji transportu ciała na dół.

Dotychczas na K2 nigdy nie znoszono ciał ofiar na dół z powodu uniknięcia ryzyka kolejnego wypadku. Późniejsze wydarzenia pokazały zresztą, jak wiele kontrowersji narosło wokół osoby szwedzkiego wspinacza.

Godziny mijały, a wspinacze na swojej drodze napotykali coraz to nowe problemy. Norweg Rolf Bae podjął decyzję, aby nie kontynuować wspinaczki. Tymczasem pierwsi ze wspinaczy osiągnęli szczyt K2. Hiszpan Alberto Zerain, który wyprzedzał całą stawkę wspinaczy, zameldował się na wierzchołku o godz. 15. Następni, o godz. 17, na szczycie byli Cecilie Skog i Lars Naesse oraz pewna liczba niezidentyfikowanych wspinaczy. O godz. 17.30 na wierzchołku stanęli kolejni wspinacze – 5 Koreańczyków (wśród nich Go Mi-Sun, dla której był to już szósty ośmiotysięcznik) i dwóch Nepalczyków. O godz. 19 Irlandczyk Gerard McDonnell dzwoni ze szczytu do domu. Godzina 19.30 Francuz Hugues d’Aubarede i Pakistańczyk Karim Meherban. Ostatni wspinacze, którzy osiągnęli tego dnia szczyt K2 to Holendrzy, Wilco van Rooijen, Cas van de Gevel i Szerpa Pemba Gyalje, którzy stanęli na wierzchołku już bardzo późno, bo o 20. Tego dnia na szczycie zameldowało się 18 wspinaczy.

Mając na uwadze bezpieczne zejście do wyżej położonych obozów, wierzchołek K2 powinno się osiągnąć najpóźniej pomiędzy godziną 15 a 17 (chociaż znane są przypadki bezpiecznego powrotu z wierzchołka po osiągnięciu go o północy). Duże nagromadzenie ludzi w okolicach szczytu późnym popołudniem i wieczorem zaczęło budzić obawy członków wypraw znajdujących się w Bazie.

Wczesnym rankiem 2 sierpnia obsługa bazy wyprawy Norit nadała komunikat, że w okolicach “szyjki od butelki” nastąpiło oberwanie się części seraka, które wywołało lawinę. W następstwie zniszczona została znaczna cześć lin poręczowych w linii drogi. W tym momencie powyżej “szyjki od butelki” znajdowało się 12 wspinaczy.

Górne partie Żebra Abruzzich na K2. Strzałka pokazuje
żleb “szyjka od butelki”.
(fot. i topo: Janusz Kurczab – pza.org.pl)

Z tych, którzy znajdowali się poniżej obrywu wiadomo, że przez lawinę został porwany Norweg Rolf Bae. Pozostali – Cas, Pemba, Gerard, Wilco i Marco, których światła były widziane z dołu, rozpoczęli schodzenie na dół. Początkowo nie mogli zostać zlokalizowani na górze. Wiadomo, że Wilco i Marco biwakowali powyżej seraka na wysokości 8300 m, a podczas zejścia kontakt z nimi co jakiś czas się urywał. Wiadomo też, że oni sami ze sobą stracili kontakt. Tymczasem Cas i Pemba zeszli przez “szyjkę od butelki” bez użycia lin poręczowych i osiągnęli obóz 4. Następnego dnia Pemba wrócił ponownie do góry i po odnalezieniu Marco sprowadził go do obozu 4. Z bazy dostrzeżono też grupę 5-6 osób próbujących schodzić “szyjką”, podczas którego to zejścia jedna z tych osób odpadła od ściany.

W sobotę 2 sierpnia udało się nawiązać połączenie telefonicznie z kierownikiem wyprawy Wilco, który powiedział, że znajduje się na ścianie o południowej wystawie. Do tej pory nie wiedziano, gdzie jest i czy w ogóle żyje. Zmobilizowano sztab ludzi, aby ustalić poprzez jego włączony telefon satelitarny jego dokładne położenie na górze.

Wieczorem w sobotę 2 sierpnia stało się jednak jasne, że zaginionych jest 10 osób. W tym czasie media, powołując się na różne niepotwierdzone źródła, w tym stronę internetową Fredrika Stranga, zamieściły “Listę martwych na K2” z góry uznając wszystkich zaginionych za zmarłych.

Wilco dzięki swojemu telefonowi został zlokalizowany pomiędzy obozem 4 a 3 na drodze Cesena. Cas i Pemba, którzy pozostawili Marco w obozie 4 pod opieką innych wspinaczy, postanowili odnaleźć znajdującego się gdzieś poniżej nich samotnie schodzącego Holendra. Został on przez nich odnaleziony – “wbrew temu, co wcześniej podawały media, uznając go za zmarłego” – żywy po spędzeniu w ścianie trzech dni. Schodził na dół siłą własnej woli, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje. Cas i Pemba sprowadzili go do obozu 3, gdzie przejęła go inna grupa ratunkowa.

Kierownik wyprawy Holender Wilco w Islamabadzie
po akcji ratunkowej, która uratowała mu życie.
(fot. explorersweb.com)

Obecnie ci, którzy przeżyli tragedię na stokach K2: Holendrzy Wilco van Rooijen i Cas Van de Gevel, Włoch Marco Confortola i Szerpa Pemba Gyalje rzucają trochę światła na wydarzenia, które miały miejsce na grani K2. Wiadomo, że liny poręczowe w kluczowym miejscu drogi – “szyjce od butelki”, zostały założone w złym miejscu, a sama droga była niewłaściwie oznaczona traserami. Ten fakt oraz duża, jak na K2, liczba wspinaczy, którzy chcąc wykorzystać dobrą pogodę próbowała zdobyć szczyt o dość późnej porze dnia, złożyło się na tragedię.

Oberwanie się seraka spowodowało zniszczenie większości lin poręczowych znajdujących się w “szyjce od butelki”. Lin, które były założone w niewłaściwym miejscu narażonym na lawiny. Ich zniszczenie odcięło drogę powrotu wspinaczom znajdującym się powyżej obrywu seraka. Ci, którzy znajdowali się powyżej obrywu stanęli przed dylematem, co dalej robić i musieli sobie zdawać sprawę, że od podjętej decyzji zależy ich życie. Jak się później okazało, posiadane górskie doświadczenie pozwoliło niektórym ocalić życie.

Niejasny jest los większości alpinistów, którzy na razie zostali uznani za zaginionych. Nie są znane jakiekolwiek fakty świadczące o tym, że inni wspinacze próbowali pomóc grupie odciętej powyżej “szyjki od butelki”. W sytuacji niemożności zorganizowani akcji ratunkowej z użyciem helikoptera, była to jedyna możliwość wydostania z pułapki grupy wspinaczy. Znane są tylko okoliczności śmierci serbskiego wspinacza, co do pozostałych zaginionych możemy mówić tylko o przypuszczeniach.

Ostateczne wyjaśnienie i zrozumienie, co tak naprawdę stało się na K2, będzie bardzo trudne. Relacje tych, co przeżyli pełne są “białych plam”. Mając w pamięci tragedie z K2 w 1986 i Everestu z 1996 oraz próby ich wyjaśnienia trzeba sobie zdać sprawę, że być może trzeba będzie długo poczekać na pełną rekonstrukcję i analizę wydarzeń, bez pewności, że pełna prawda zostanie kiedykolwiek poznana.

Pakistańskie Ministerstwo Turystyki ostatecznie potwierdziło listę 11 wspinaczy, których uznano za zaginionych:

Dren Mandic – Serb, pierwsza ofiara feralnego dnia. Uległ wypadkowi podczas wspinaczki jeszcze przed zejściem lawiny.

Jehan Baig – pakistański tragarz, który prawdopodobnie spadł podczas próby dotarcia do ciała Serba.

Meherban Karim – pakistański tragarz, poniósł śmierć w wyniku zejścia lawiny.

Kim Hyo Gyeong, Park Kyeong Hyo i Hwang Dong Jin – Koreańczycy, którzy w momencie zejścia lawiny znajdowali się powyżej “szyjki od butelki”. W sytuacji braku lin poręczowych nie potrafili sami zejść. Odrzucili też propozycje pomocy ze strony Holendrów, Włocha i Szerpy. Prawdopodobnie umarli.

Rolf Bae – Norweg, poniósł śmierć w wyniku zejścia lawiny.

Jumic Bhote i Pasang Bhote – Nepalczycy. Pierwszy z nich zginął w wyniku zejścia lawiny, która zeszła w momencie, kiedy pokonywał “szyjkę od butelki”. Drugi poniósł śmierć w wyniku lawiny, ale szczegóły nie są znane.

Gerard McDonnell – Irlandczyk, poniósł śmierć w wyniku zejścia lawiny.

Jean Louis Huguesa D’Aubarede – Francuz, poniósł śmierć w wyniku zejścia lawiny.

* tekst : – Wilan

Źródła: – mounteverest.net , – http://www.wspinanie.pl/

AddThis Feed Button

zapraszam do subskrypcji mego bloga

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: