Kangchenjunga Expedition 2009 – wyprawa Kingi Baranowskiej cz.4.

KINGA BARANOWSKA RUSZA NA KANCZENDZONGĘ (8586 M) cz.4.

Cel:

Celem wyprawy jest wspinaczka na Kanczendzongę (8598 m) – trzeci najwyższy szczyt świata.

Termin realizacji :

Wspinaczka planowana jest od początku kwietnia do końca maja.

Opis wyprawy:

Wejście na szczyt jest przewidziane ścianą południowo-zachodnią .

Na zdjęciach poniżej pokazano drogę na szczyt.

kang-recorregut_cb-cimFot. Ferran Latorre

kang-recorregut_c2-cimFot. Ferran Latorre

Szczyt położony jest we wschodniej części Himalajów na granicy Indii i Nepalu. Kanczendzonga (ang. Kangchenjunga) – 8598 m n.p.m. (wg innych źródeł 8586 m). W języku tybetańskim oznacza „Pięć Skarbnic Wielkiego Śniegu”). To trzeci szczyt Ziemi i drugi co do wysokości szczyt Himalajów, położony na granicy Nepalu z Sikkimem.

Jak do tej pory żadna Polka nie stanęła na wierzchołku Kanczendzongi, trzymamy zatem kciuki za pierwsze polskie kobiece wejście na ten wierzchołek.

Warto przypomnieć , że Wanda Rutkiwicz zaginęła w 1992 podczas ataku szczytowego na Kanczendzongę.

Sylwetkę Kingi Baranowskiej przedstawia post :

Kinga Baranowska – famous Polish climber. /Version english and polish/

Relacje z wyprawy Kangchenjunga Expedition 2009.

Zanim zaproszę na kolejne relacje z wyprawy , zapraszam na relację filmową z trekkingu do bazy , którą można zobaczyć klikając na link :

W drodze na Kanczendzongę

24.04.2009

Pierwsza noc cała przespana bez kaszlu. Cieszę się bardzo. W końcu też odważyłam się umyć po paru dniach głowe. Czuję się jak nowo narodzona. Ale trzeba uważać, bo zdrowa do końca nie jestem. Nasze bagaże ciągle docierają do bazy.
Dziś też zaczęliśmy się oporządzać, suszyć ekwipunek, przygotowywać rzeczy do wyjścia do góry.  Dzień organizacyjny i aklimatyzacyjny. Część osób wyszła na małe spacery, część robi pranie, niektórzy piszą dziennik z wyprawy. Czwarty dzień brania antybiotyku. Dziś zbada mnie ponownie lekarz i zadecyduje jak będzie przebiegać dalsza kuracja.

W bazie jest kilka wypraw: koreańska (podobno jedna Koreanka chce wspiąć się na ostatnie pieć ośmiotysięczników do końca tego roku, korzystając z udogodnienia licznych Szerpów i tym samym zostając pierwszą kobietą z Koroną Himalajów. Jednak nikt o niej nie słyszał, ani tez nie możemy jej namierzyć w bazie, gdzieś się ukrywa jak na razie), jedna hiszpańsko-baskijska (Edurne Pasaban z telewizją hiszpanską), moja – czyli katalońsko-baskijsko-polsko-andorska – i podobno ma przybyć jeden Amerykanin.
Moja grupa liczy jak na razie 7 osób, za 2 tygodnie przybędą jeszcze dwie – w tym Oscar Cadiach. W tej chwili funckje “lidera” (bardzo liberalnego i przyjaznego) sprawuje Alberto Zerain (Bask), którego może co niektórzy kojarzą z zeszłorocznym wypadkiem na K2. Alberto jako jedyny stanął wówczas na szczycie i jako jeden z nielicznych przeżył tamten wypadek, zszedł bez szwanku do bazy.

23.04.2009

Leżę w śpiworze, przesypiam połowę dnia, słucham muzyki i… nabieram sił. Namiot obróciłam tak, by móc patrzeć na Kanczendzonge.

baranowska-kangch_2009-widok-z-mojego-namiotu23.04.2009 W bazie – widok z mojego namiotu

Mój trzeci dzień na antybiotyku. Muszę się wyleczyć, żeby w ogóle coś zacząć na Górze. Ale tak widocznie ma być. I tak mój organizm się przyzwyczaja do wysokości, i tak byśmy spędzili dwa, trzy dni w bazie, aklimatyzując się. Jesteśmy w końcu na 5500m, to dość wysoko jak na bazę himalajską. Nasze bagaże wciąż docierają powoli z Ramche, nie mam jeszcze wszystkiego, tylko najpotrzebniejsze rzeczy np. śpiwór. Więc bez wyrzutów sumienia wypoczywam. Jedyne co dobre, to to, że nie odczułam za bardzo wysokości, dobrze ją znoszę, głowa nie boli.

baranowska-kangch_2009-2304_puja-o-pomyslnosc-wyprawy23.04.2009 W bazie – Puja o pomyślność wyprawy

Dziś jest dzień Świętego Grzegorza (Sant George – ang, Sant Jordi – cat., San Jorge – esp.). Mówiąc krótko – taki Dzień Zakochanych, ale obchodzony tylko w Katalonii, w Hiszpanii już nie. Święty Grzegorz to patron dwóch hiszpańskich regionów: Katalonii oraz Aragonii, a podobno także patron Anglii i Rosji. W Katalonii w ten dzień jest wielki festyn, wzdłuż ulic rozłożonych jest mnóstwo stołów, studenci sprzedają kwiaty oraz książki, gdyż zgodnie z tradycją mężczyźni dają kobietom jedną różę, zaś kobiety mężczyznom – książkę.

Jak już kiedyś pisałam w którejś z poprzednich relacji, Baskowie i Katalończycy w ogóle nie czują się Hiszpanami (jedni o drugich na wzajem wyrażają się z lekką ironią), bardzo podkreśla się wszelkie odrębności, tradycje oraz kulturę danych regionów. Z tej racji, że jest tu kilku Katalończykow – leżąc i siąpiąc nosem w śpiworze – dostałam kilka zasuszonych kwiatków, bardziej przypominających źdźbła trawy, ale liczy się sam fakt, jakże miły…

22.04.2009

Ostatni dzień przed bazą, dziś do niej dotrzemy. Czuję się tak, jakbym już jedną ekspedycję odbyła, tak długa ta karawana…  Idziemy środkiem moreny, słońce praży z góry, mija się kolejny kilometr, raz w górę, raz w dół. Długi, wielokilometrowy, nużący odcinek, przypominający mi lodowiec Zwiezdoczka pod Pikiem Pobiedy. Dziś mamy do zrobienia jakieś 700metrów w pionie. Dla naszych tragarzy (12 jedynie), to bardzo ciężki dzień. Dotrą do bazy dopiero pod wieczór.(….)

baranowska-kangch_2009-_ostatni-dzien-przed-baza22.04.2009 Trekking ostatni dzień przed bazą

Dotarliśmy do bazy po południu, zostaliśmy przywitani przez grupę Edurne Pasaban, która tu już jest od paru dni, dobrym obiadem. Dla mnie to jak uratowanie życia, bo cały dzień idę na antybiotyku. Kaszel męczy, czuję się bardzo słabo. Moi koledzy z ekipy (Alberto Zerain i Francisco Goni – Patxi) rozstawili mój namiot, do którego się doczłapałam i mówiąc krótko – padłam.

baranowska-kangch_2009-_bazaBaza Kandzendzonga, kwieceiń / maj 2009

Do końca dnia i w nocy lężę w śpiworze, kaszel męczy bardzo, temperatura cały czas powyżej 37 stopni. Zbadał mnie lekarz, którego znam zresztą z Broad Peaka (Jorge Egocheaga) i na szczęście stwierdził, że oskrzela w porządku. Antybiotyk jednak trzeba kontynuować. Powiem szczerze, że niewiele pamiętam z reszty popołudnia.

21.04.2009

Dziś wyszliśmy z Ramche w stronę bazy. Będziemy nocować na lodowcu (morenie). Droga długa i nużąca. Czuje się tak sobie. Miałam nadzieję, że po dzisiejszej nocy będzie lepiej, ale nie jest.
Po dotarciu na lodowiec mam dreszcze, potem czuję, że łapie mnie temperatura. Udaje mi się odnaleźć jakić termometr, no i niestety okazuje się, że jest około 37.5 stopni. Niby nie tak dużo, ale na tej wysokości może się przemienić w coś gorszego, łącznie z zapaleniem płuc.
Konsultuje się z panią doktor, czyli Kasią Skłodowską (moja partnerka z Dhaulagiri) oraz z lekarzem, który jest już w bazie, no i… antybiotyk.
Cho… jasna! Nic więcej nie powiem. Z drugiej strony lepiej wziąć teraz, bo i tak czeka nas parę dni aklimatyzacyjnych w bazie.

* posty o wyprawach Kingi na mojej stronie kliknij : Kinga Baranowska

** poprzednie posty :

Kangchenjunga Expedition 2009 – wyprawa Kingi Baranowskiej cz.3.

Kangchenjunga Expedition 2009 – wyprawa Kingi Baranowskiej cz.2.

Kangchenjunga Expedition 2009 – wyprawa Kingi Baranowskiej cz.1.

Polish Himalaya Expeditions 2009 part 4. Himalaje 2009 – polskie wyprawy, cz. 4. /Version english and polish/

video – Kinga Baranowska w Kathmandu Kangch 2009

video – Kinga Baranowska trekking Kangch 2009

goryonline.com

gieldaturystyki.pl

** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button

zapraszam do subskrypcji mego bloga

5 Responses

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: