Młode wilki nie mają pieniędzy- wywiad z Arturem Hajzerem.

Z Arturem Hajzerem i Robertem Szymczakiem o zimowej wyprawie na Broad Peak rozmawia Łukasz Długowski.

Broad Peak z okolic bazy K2 New

Wasz namiot w obozie drugim podczas zimowej wyprawy na Broad Peak był na dwie osoby.

Spaliście w nim w sześciu. Zgłosiliście to do księgi rekordów Guinessa?

Artur Hajzer: – To było bliskie spotkanie trzeciego stopnia, bardzo integracyjne. (śmiech)
Robert Szymczak: – Takie sytuacje to nic dziwnego. To się generalnie zdarza.

Jak to wyglądało w rzeczywistości?
R.Sz.:
– Wyglądało jak przekładaniec. Trzy osoby z głowami po jednej stronie, trzy z drugiej. Najtrudniejszą sprawą było nocne sikanie. Na dużej wysokości dużo częściej oddaje się mocz. Mieliśmy jedną butelkę do podziału. Musieliśmy wyznaczyć kogoś do jej opróżniania, bo niemożliwe było wylewanie zawartości przez każdego z osobna. Padło na Alego, naszego pakistańskiego kolegę. Przez całą noc był budzony, żeby załatwić „sprawę”, a jak się potem okazało, on sam tej nocy nie sikał.

Jak do tego doszło, że wylądowaliście w szóstkę w jednym namiocie?
R.Sz.: – Jedną z przyczyn była pogoda, drugą błąd ludzki. Namiot w obozie drugim postawiliśmy w drugim tygodniu wyprawy, a atak szczytowy nastąpił po pięćdziesięciu dniach od tego momentu. I cóż, namiot po prostu nie przetrwał siedmiu tygodni w tak skrajnych warunkach. Mieliśmy jeszcze drugi, postawiony podczas transportowania sprzętu. On też był trochę zniszczony, ale to wynikało z błędu ludzkiego. Nie był dobrze przymocowany i wiatr trochę nim potargał. Z tego, co zostało z obu namiotów, złożyliśmy jeden i w nim spaliśmy.

Po założeniu trójki długo siedzieliście w bazie i czekaliście na dobrą pogodę. W końcu napisaliście na blogu, że trzeba podjąć męską decyzję – wyjść i zawalczyć przy wietrze wiejącym 100 kilometrów na godzinę.
R.Sz.: – Gdy czekałem przez kilka tygodni na dobrą pogodę, dotarło do mnie, że może próbujemy oszukać zimę. A tego się chyba raczej nie da. Trzeba zaryzykować i pójść przy takiej pogodzie, jaka jest. Stwierdziliśmy, że dojdziemy nawet w złej pogodzie do obozu trzeciego.
A.H.: – Dysponując bardzo dokładnymi prognozami pogody, przyjęliśmy taktykę czekania. Potem okazało się, że to było czekanie na cud. Te precyzyjne prognozy miały dać nam szansę wstrzelenia się w prawie bezwietrzne warunki. Prognozy rzeczywiście czymś takim nas mamiły, ale były to prognozy długookresowe. One mówiły: za tydzień, dwa będzie lepiej. Jak ta prognoza zmieniała się w krótkoterminową, okazywało się, że będzie wiać co najmniej 60 kilometrów na godzinę i więcej. W końcu uświadomiliśmy sobie, że zimy nie da się oszukać. Trzeba się zderzyć z nią i z wiatrem. Ostatecznie było tak, że podczas ataku szczytowego wiało z prędkością 90 kilometrów na godzinę. Były takie momenty, że trzeba było iść na kolanach albo przycupnąć, by w ogóle posuwać się dalej.

(…)

Więcej – czytaj w numerze „n.p.m.”

Źródło : – http://www.npm.pl/

** See :

Nanda Devi East Expedition 2009 part 1 : Polish to celebrate 70th anniversary of first ascent.

Nanda Devi East Expedition 2009 part 2 : Polish to celebrate 70th anniversary of first ascent.

Polish Himalaya Expeditions 2009 part 5. Himalaje 2009 – polskie wyprawy, cz.5. /Version english and polish/

goryonline.com

** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button

zapraszam do subskrypcji mego bloga

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: