Akcja ratunkowa w Himalajach dla wyprawy Mount Everest Expedition 1989 cz.1.

W 20 rocznicę tragicznej śmierci pod Everestem himalaistów: Eugeniusza Chrobaka, Mirosława Falco-Dąsala, Mirosława Gardzielewskiego, Zygmunta Andrzeja Heinricha i Andrzeja Otręby.

tablica Mount Everest Expedition 1989

Tablica poświęcona jest uczestnikom najbardziej tragicznej z polskich wypraw w Himalaje, w której w maju 1989r zginęło 5ciu Polaków.

Wyprawa miała zdobywać Everest tzw zachodnia droga, zwana tez jugosłowiańska, bo to oni pokonali ja  z sukcesem w 1979r. Droga najdłuższa i uważana za najtrudniejsza, wiedzie przez tzw. Zachodnie Plecy i prowadzi przez Khumbutse, Lho La i bardzo eksponowany teren. Wymaga pokonywania wielu trudności, poreczowania, zabezpieczania szlaku aż do wierzchołka, a wiec dużo pracy dla wielu ludzi oraz dużo sprzętu. Z wielkim trudem całej wyprawy udało się “zrobić cały szlak”. Po wyczerpującej wspinaczce 24.05.1989r na Everescie stanęli Eugeniusz  Chrobak i Andrzej Marciniak.

Tragedia rozegrała się w drodze powrotnej gdy wydawało się, ze już są bezpieczni… więcej zobacz post :

–  Everest za cenę życia – Mount Everest Expedition 1989. Biggest tragedy of Polish climbers.

* zobacz :

Andrzej Marciniak zdobywca Everestu zginął w Tatrach.

Akcja ratunkowa w Himalajach dla wyprawy Mount Everest Expedition 1989 cz.1.

Artur Hajzer :
Triumf i tragedia
Triumf i …(26 maja)

Genek Chrobak i Andrzej Marciniak, po przejściu trudnej zachodniej grani, stanęli na szczycie akcja 1Mt.Everestu. Niby nic a jednak coś bardzo znamiennego. Genek sam zrobił sobie tą wyprawę – to prawie jego debiut w roli kierownika i menadżera, „chłopiec zawodowiec” jakby się zbuntował, chciał w końcu wejść na tą górę, wolny od „odgórnych” decyzji lidera. Andrzej Marciniak – też debiutant, pierwszy raz w Himalajach. Miałem z nim do czynienia w pierwszych dniach tej wyprawy i powiadam Wam – mocarz nad mocarze – bardzo dobrze „wyselekcjonowany” zawodnik. Jego wejście na szczyt nie było przypadkiem.

…Tragedia (27 maja)
Lawina. To była po prostu masakra. Oto wspomnienia Andrzeja Marciniaka, zebrane przez Andrzeja Marcisza do Epilogu książki Mirosława Dąsala „Każdemu jego Everest”:  „…zobaczyłem ruszającą się rękę…”,”…natrafiłem na wystające buty…”,”…który był lekko uniesiony na linie…”,”…Wyplułem kilka zębów. Krwawiłem….”, „Odkopałem go spod śniegu, był jeszcze ciepły…”, „…dojrzał mnie i zaczął wzywać pomocy…”, „…nie dawał znaku życia…”, „…podjąłem reanimację…Bez rezultatu…”, „…odwróciłem na znak, ale jego twarz już zastygła…”, „…z przekrzywioną głową nie daje znaku życia…”, „…zostałem tylko z Genkiem…”, „…okazało się, że tak jak go ułożyłem w nocy do snu, tak pozostał na zawsze. Zrozumiałem, że na tej białej pustyni pozostałem sam….”

Na przełęczy Lho La pozostali na zawsze Mirosław Falco Dąsal, Mirosław Gardzielewski, Zygmunt Andrzej Heinrich, Eugeniusz Chrobak, Wacław Otręba.

Balanga (27/28 maja)
Mam pisać jak było – to piszę. W momencie, gdy przez radiostację z bazy pod Everestem do Ministerstwa Turystyki w Kathmandu spływały informacje o tragedii na zachodniej grani, ja w najlepsze balowałem na mieście z przygodnie zapoznanymi Włochami. Było mocno po północy kiedy wracałem do swojego hotelowego pokoju. Kartka w drzwiach ??? I świat już nie był taki sam. Pierwsza decyzja ??? Telefon do Polski. Budzenie śpiących na kartonach ryksiarzy i jazda pedałem uliczkami śpiącego Kathmandu na General Post Office. Tu 2 godzinne czekanie na międzynarodowe połączenie z krajem, leci papieros za papierosem, już świta. Jest połączenie Wyciągam ze snu Hanię Wiktorowską – przekazuję wieści – tylko Genek i Andrzej żyją, Genek ciężko ranny. I tyle. Płacę 30 dolarów i co dalej …?? Do Agencji Asian Trekking – nepalskiego organizatora wyprawy.

Mohan i piloci helikopterów (28 maja)
Teraz normalnie się popłakałem….

Jeszcze raz. Mohan i piloci helikopterów (28 maja)
Mohan. O dziwo – nie Szerpa. Niepozorny, zwykły Nepalczyk, ale prawa ręka właściciela agencji Ang Tseringa od spraw formalno prawnych i innych organizacyjnych. To on zostawił mi kartkę w hotelu. To on teraz (5 rano) czekał na mnie na schodach agencji Asian Trekking – jakby wypatrywał – od razu przeszedł do konkretów – Artur, o 12.00 będziemy mieli z Ministerstwa łączność z bazą. Wygląda na to, że tylko helikopter może uratować im życie. Helikopter to nie problem, ale pilot…??? Ja ich znam, chodź jedziemy – zawyrokował.

No to pojechaliśmy, czymś, co przypominało motorower Jawa, na przedmieścia Kathmandu, błotnistymi dróżkami w rejon zwany dzielnicą willową. Stajemy pod okazałą jak na te warunki „posiadłością”. Po kostki w błocie dostajemy się pod bramę. Pukamy, walimy, krzyczymy…nic. Wreszcie rzucamy kamieniami w okna. Jest wewnątrz jakieś przebudzenie. Dość tęgi, trzeba powiedzieć grubas, w majtkach i szlafroku wpuszcza nas do hall’u i wita się z Mohanem z lekka zaskoczony. Trzeba dziś lecieć na przełęcz Lho La – oznajmia mu Mohan.

Za żadne pieniądze – odpowiedział krótko gospodarz.

Piloci mówią „nie” (28 maja)
To nie była jedyna tego typu rozmowo-wizyta tamtego dnia. Ale od tej pory wiem, że nie ma takich pieniędzy za które pilot w Nepalu zgodziłby się polecieć helikopterem na wysokość ponad 5600 m n.p.m. Tylko rozkaz może zmienić jego nastawienie do tego typu przedsięwzięcia i to nie na pewno. No, dowiedziałem się też, że na taką akcję musi być helikopter LAMA – a takiego w Nepalu NIE MA!!  Z lekka podłamani, a było już koło 12.00, ruszyliśmy z Mohanem do Ministerstwa Turystyki na „łączność”.

A tymczasem na przełęczy (28 maja) (wspomnienia Andrzeja Marciniaka, zebrane przez Andrzeja Marcisza do Epilogu książki Mirosława Dąsala „Każdemu jego Everest”)

„…Ja natomiast trwałem bezsilny w tej śnieżnej dziurze…”, „…połączyła się ze mną baza…”, „…ale ekipa, która wystartowała do mnie, musiała zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe…”, „…w tym śniegu nie dotrwałbym do rana…”, „…Szedłem właściwie nie wiedząc dokąd. Kierunek wyznaczał mi wiatr…czułem się opuszczony, jak wędrowiec, który idzie donikąd. Miałem kłopoty z oddychaniem, wydawało mi się, że mam stłuczone żebro, przetrąconą nogę i stłuczony kręgosłup… .W ustach słodko. Język mi uciekał, dziury po wybitych zębach krwawiły. W czasie ratowania kolegów zostawiłem na śniegu okulary. Gdy wzeszło słońce, mrużyłem oczy, chroniąc je przed oślepiającym blaskiem. Szedłem ostrożnie i długo. Przed wieczorem przypadkowo natknąłem się na namiot. Miałem szczęście bo gdy go odkopałem, a trwało to ze dwie godziny, już nie odróżniałem przedmiotów. Domyśliłem się co się stało. Śnieżna ślepota.”*

Janusz Majer relacjonuje z bazy (28 maja)

Ministerstwo Turystyki – brzmi dumnie – w rzeczywistości skromny „gliniany” budyneczek. W akcja 2prostym pokoiku, prosty „wiejski” stół i jedno krzesło. Na stole, faktycznie radiostacja, taką jaką znałem z czterech pancernych. Najpierw nepalski operator długo wywoływał potem oznajmił – masz 5 minut. Janusza słyszałem dobrze.

Genek Chrobak rano zmarł. Andrzej Marciniak próbuje dotrzeć z powrotem do obozu I. W bazie sformowała się ekipa ratunkowa w składzie Carlos Carsolio (uczestnik wyprawy z Meksyku, teraz ma na koncie już wszystkie 14 ośmiotysięczników, „terminował” u Kukuczki), Nick Cienski (uczestnik polonijny z Kanady), Alan Burges (uczestnik innej wyprawy, UK), Peter Athens (uczestnik innej wyprawy, USA) ale ze względu na duży opad świeżego śniegu szybko musieli zawrócić. Pogoda bardzo zła – ciągle pada. Dojście na przełęcz przez parę następnych dni fizycznie niemożliwe. Janusz próbował mi uświadomić, że to TYLKO JA coś mogę zrobić i żebym stanął na głowie…i w ogóle. No pięknie… – pomyślałem

Ja z kolei przekazałem Januszowi, że szanse na lot helikoptera są znikome jeżeli nie żadne. Po pierwsze nikt nie chce lecieć, po drugie nie ma śmigła klasy LAMA i że mimo wszystko niech liczą raczej na siebie.

Janusz wszedł na ton prosząco-błagalny. Dość powiedzieć, że następne minuty łączności zeszły na zagrzewaniu mnie do działania. Zgodziliśmy się, że w sumie nie wiadomo na czym to działanie ma polegać. Janusz mówi gdzie są „schowane” pieniądze.

Umówiliśmy się na drugą łączność wieczorem.

* poprzedni post :

Everest za cenę życia – Mount Everest Expedition 1989. Biggest tragedy of Polish climbers.

* źródło : – http://www.wgorach.iap.pl/

** zobacz też :

Breaking news: Piotr Morawski lost on Dhaulagiri. Piotr Morawski zginął na Dhaulagiri. /Version english and polish/

goryonline.com

** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button

zapraszam do subskrypcji mego bloga

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: