Shisha Pangma Expedition 2009 – wyprawa Kingi Baranowskiej cz.4.

Kinga Baranowska – Shisha Pangma 2009.

Na początku września Kinga Baranowska wyruszyła w Himalaje, na jej drugi w tym roku, a tym samym jej siódmy ośmiotysięcznik.

Celem wyprawy Kingi jest wspinaczka na szczyt Shisha Pangma 8027 m n.p.m w Tybecie, najniższy (czternasty) z ośmiotysięczników.Kinga Baranowska Shisha Pangma 2009

Termin realizacji :

Wspinaczka planowana jest od 6 września do około 15 października.

Opis wyprawy:

Wejście na szczyt przewidziane jest ścianą północną (drogą Chińczyków). Baza zostanie założona na wysokości 5680 m; następnie zostaną założone trzy obozy w drodze do wierzchołka.

Kinga wyrusza na wyprawę wraz z australijskim wspinaczem Andrew Lockiem, dla którego Shisha Pangma będzie ostatnim ośmiotysięcznikiem w Koronie Himalajów.

Shisha-N Face small

Sylwetkę himalaistki przedstawia post :

Kinga Baranowska – famous Polish climber. /Version english and polish/

Kronika wyprawy cz.3.

14.09.2009

Trudny proces aklimatyzacji trwa. Luis (dziewczyna Neila) rozłożyła się doszczętnie. Leży w namiocie i wychodzi tylko do toalety (chciałoby się napisać śmierdzącego wydzielonego miejsca, zwanego toaletą).

Reszta tez tak sobie. Po każdym posiłku przewraca nam się w żołądku, na szczęście nie biegamy do kibelka, aż tak często. Głowy tez za bardzo nie bola. Ale dla pewności chlapnęliśmy, ja i Andrew po łyku jakiegoś wysokoprocentowego trunku. Może pomoże na żołądek. Andrew dostał go od przyjaciela z Macedonii.

Dziś został sprowadzony, na koniu, z bazy Carlos Pauner z Hiszpanii. Z wielka boleścią na twarzy. Aż żal ściskał serce. Stanął na kamieniu, idąc do obozu I, ten się przechylił, Carlos upadł i złamał dwa, albo trzy zebra. Bardzo blisko wątroby. Zjechał półprzytomny, bo nafaszerowany silnymi narkotycznymi, środkami przeciwbólowymi. Stad zabrał go jeep bezpośrednio do Kathmandu. Jego wyprawa juz się skończyła. Miał łzy w oczach, kiedy go żegnałam. Znamy się z kilku poprzednich wypraw.

13.09.2009

Dotarliśmy do bazy chińskiej na 5 tys. metrów. To nie była zbyt długa droga jeepem. Ale w końcu udało się poczuć Tybet z charakterystycznymi domami, dziećmi usmarkanymi na drodze, totalna bieda. Jednak to właśnie Tybet wolę 100 razy bardziej, niż wcześniejsze chińskie wioski. Ludzie bardziej ludzcy, bardziej życzliwi i tacy mimo wszystko wyobcowani na tej swojej, nieswojej ziemi. W bazie chińskiej króluje flaga chińska na namiocie oficera łącznikowego, mimo ze to środek Tybetu. Jakoś smutno się na to patrzy. Niby wszyscy pogodzeni ze stanem rzeczy, ale jedni bardziej dumni, a drudzy jacyś skopani..

Po południu rozpoczęły się twarde negocjacje z chińskim oficerem łącznikowym a propos dotarcia do bazy i wynajęcia jaków na nasze rzeczy. Tak naprawdę jesteśmy juz na wyciągniecie reki w tej bazie głównej pod Shisha Pangma, bo to tylko dzień drogi, ale… wcale nie jest łatwo. Bo oni wiedza, ze my potrzebujemy dotransportować kilka ton bagażu, bo przecież nie po to przyjechaliśmy z różnych zakątków świata by patrzeć się na Shishe z daleka. Mają nas w szachu. Azja.

Mniej więcej zawsze reguły są te same, tylko zmieniają się detale. Czyli zostaliśmy na przykład postawieni przed faktem, ze nie tylko musimy zapłacić nasz nadbagaż, za nasze prywatne rzeczy (pisałam o tym wcześniej), ale zostało ileś tam ciężkich kilo rzeczy agencyjnych. Wiec albo możesz się wykłócać z takim oficerem, że przecież załatwialiśmy wszystko z agencja, miało być wystarczająco, ale nigdy nie jest. Agent przez telefon mówił no tak, za mało, musicie wyłożyć, bo nie da się przewieźć pieniędzy przez granice tak szybko, potem się rozliczymy kase. Oczywiście nigdy się nie rozliczają. Jak juz maja pieniądze w garści nigdy ich nie oddadzą. Obiecują jednakże przy następnej ekspedycji very good price.. etc. Oczywiście następnego roku, są juz inne realia, coś tam zdrożało itd. Oficer łącznikowy z kolei wymyślił, że trzeba jeszcze zapłacić za jakmena i za jego ubranie. Czyli kolejne kilkaset dolców. Słuchasz tego wszystkiego i ręce ci opadają.

Masz mniej więcej w głowie cos takiego: jakby tu zebrać cała swoja energie na dobra aklimatyzacje, a potem wspinaczkę, jakby nie było na ośmiotysięcznik. A tu po drodze jeszcze cala masa historii.. To tak, jakby jakaś niewidzialna czarna łapa się wyłaniała i chciała ci koniecznie zabrać te energie, obłupić, zostawić skopanego. Na nizinach takich ludzi omijam z daleka, bo mam wrażenie, ze myślą, ze mam tej energii tyle, ze obdzielę wszystkich. Taki mały wampiryzm. Niestety, na dobrą kondycje fizyczna i psychiczna trzeba sobie zapracować. Jednym słowem patrzą na nas jak na BANK. Siedzą takie cztery banki (nasza grupa) i w ich głowie jest taka myśl: jak ich złupić do ostatniej koszuli tych bogatych białasów. Na górę jakąś im chce się włazić! A my.. siedzimy i kombinujemy jakby tej ostatniej koszuli nie stracić i mieć potem za co jeszcze do domu

Relacje z wyprawy :

–  Shisha Pangma Expedition 2009 – wyprawa Kingi Baranowskiej cz.1.

–  Shisha Pangma Expedition 2009 – wyprawa Kingi Baranowskiej cz.2.

–  Shisha Pangma Expedition 2009 – wyprawa Kingi Baranowskiej cz.3.

*zdjęcia z wyprawy :

* posty o innych wyprawach Kingi na mojej stronie kliknij : Kinga Baranowska

Kinga Baranowska - Shisha Pangma 2009 poster

* zobacz też posty : –  Trekking

goryonline.com

** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button

zapraszam do subskrypcji mego bloga

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: