37th anniversary of the first Everest winter ascent.

February 17, 1980 – First winter ascent by Andrzej Zawada’s team from Poland: Leszek Cichy and Krzysztof Wielicki.

This was also the first winter summit of any of the world’s fourteen 8000 metre peaks.

Completed in 1980 by a team of phenomenally rugged Polish climbers, this ascent was led by … Leszek Cichy and Krzysztof Wielicki reached the summit on February 17.

wielicki-cichy
Krzysztof Wielicki and Leszek Cichy celebrate winning Mount Everest in Winter.

You can see ..

Krzysztof Wielicki – detailed diary of First winter ascent of Mount Everest, Please click the links below :

Polish winter expedition 1980: Everest – part 1

Polish winter expedition 1980: Everest – part 2

Polish winter expedition 1980: Everest – part 3

Polish winter expedition 1980: Everest – part 4

** I invite you to relationships with expeditions Polish mountaineers.

AddThis Feed Button


Continue reading

Advertisements

Krzysztof Wielicki: Broad Peak – Łamanie barier czasu.

Poniżej przedstawiam relację znanego polskiego himalaisty Krzysztofa Wielickiego z wyprawy – Broad Peak (1984), w czasie której “wbiegł” solo na szczyt w ciągu jednego dnia pierwsze na świecie wejście na ośmiotysięcznik w ciągu doby (16 godz w górę i 6 godz w dół).

Krzysztof Wielicki (ur. 5 stycznia 1950 w Szklarkce Przygodzickiej) – polski wspinacz, taternik, alpinista i himalaista. Jest piątym człowiekiem na Ziemi, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. Na trzy z nich: Mount Everest, Kangczendzongę i Lhotse wszedł zimą jako pierwszy. Na Lhotse stanął samotnie w noc sylwestrową w gorsecie, który nosił po uszkodzeniu kręgosłupa w górach. Na Broad Peak “wbiegł” solo w ciągu jednego dnia (pierwsze na świecie wejście na ośmiotysięcznik w ciągu doby). Na Dhaulagiri (w 16 godzin) i Shisha Pangma wspiął się sam, wytyczając nowe drogi. Nikt też nie towarzyszył mu podczas wejścia na szczyt Gasherbruma II. Świadkami samotnego wejścia na Nanga Parbat jedną z największych ścian Ziemi byli jedynie pakistańscy pasterze obserwujący jego wyczyn z oddalonych łąk. Brał udział w czterech wyprawach na K2. Dopiero podczas ostatniej, latem 1996, wytrwałość została nagrodzona – wszedł na szczyt Filarem Północnym z dwoma włoskimi alpinistami. Po biwaku, niedaleko szczytu, zejście zamieniło się w dramatyczną i szczęśliwie zakończoną akcję sprowadzania skrajnie wycieńczonego Włocha. Na przełomie 2006/2007 roku podjął kolejna próbę zdobycia zimą Nanga Parbat, lecz z powodu skrajnie trudnych warunków pogodowych, musiał wycofać się wraz ze swoim zespołem .

Broad Peak – Łamanie barier czasu.

Broad Peak (8048m), znany również pod nazwą Falchan Kangri (która w języku balti znaczy to samo, co po angielsku – “Szeroki Szczyt”), to jeden z czterech ośmiotysięczników Karakorum, usytuowanych w północnym otoczeniu lodowca Baltoro. Szczyt wznosi się na południowy wschód od K-2, od którego oddziela go lodowiec Godwin Austen i jego boczne odgałęzienia – First i Second West Falchan. Oprócz wierzchołka głównego, granicę 8000 m osiąga także kulminacja grani ciągnącej się ku północy i północnemu zachodowi, a więc w kierunku K-2; jest to wierzchołek środkowy, znany pod nazwą Broad Peak Middle. Jeszcze dalej na północ grań kulminuje w trzecim wierzchołku (7538 m). Na wschód od tej grani spływa lodowiec Wschodni Falchan, będący odnogą lodowca Gasherbrum, a na południowy-zachód – lodowiec Falchan (Broad Peak Glacier), łączący języki trzech mniejszych.

Grupę Baltoro Mustagh, stanowiącą najwyższe partie łańcucha Karakorum, znano już w XIX wieku w wyniku działań licznych wypraw rekonesansowych, pionierem których był geograf angielski H. Godwin Austen. Oczywiście największe zainteresowanie wzbudzał sąsiedni K-2, stąd pierwsze próby zdobycia Broad Peaku to dopiero czas po II wojnie światowej. Najbardziej zaawansowana była niemiecka próba wejścia na szczyt granią południowo-zachodnią, z lodowca Broad Peak, jesienią 1954 roku. Kierowana przez K. Herrligkoffera wyprawa musiała wycofać się z powodu silnych mrozów i gwałtownej wichury.

Szczyt został zdobyty zachodnią flanką 9 czerwca 1957 roku przez Austriaków Hermanna Buhla, Kurta Diembergera, Fritza Winterstellera i Markusa Schmucka, kierownika wyprawy. Dzięki temu wejściu Hermann Buhl został drugim (po Szerpie Gyalzenie) człowiekiem, który wszedł na dwa ośmiotysięczniki. Wkrótce po zejściu z Broad Peaku Buhl zaatakował jeszcze niedaleką Chogolisę (7654 m), gdzie w trakcie wycofywania się spadł, najprawdopodobniej z nawisem śnieżnym, ponosząc śmierć. Droga pierwszych zdobywców jest obecnie drogą klasyczną, ale jej pierwsze powtórzenie miało miejsce dopiero po 20-letniej przerwie.

Wierzchołek środkowy Broad Peak Middle (8016 m), został zdobyty 28 lipca 1975 roku przez uczestników polskiej wyprawy, kierowanej przez Janusza Fereńskiego (Kazimierz Głazek, Janusz Kuliś, Marek Kęsicki, Bohdan Nowaczyk i Andrzej Sikorski – trzej ostatni zginęli podczas dramatycznego zejścia ze szczytu). Było to pierwsze polskie wejście na szczyt ośmiotysięczny.
Tragedia wrocławian była dla mnie szczególnie bolesna – wszyscy jej uczestnicy to moi przyjaciele, a z Bohdanem Nowaczykiem przeżywałem radość pierwszego związania się liną.

W 1982 roku byli na szczycie, “w ramach aklimatyzacji”, Wojciech Kurtyka i Jerzy Kukuczka, towarzyszący kobiecej wyprawie na K-2, kierowanej przez Wandę Rutkiewicz.

Jednak do kronik himalajskich przeszło dopiero to, czego Wojtek z Jurkiem dokonali na tej górze w 1984 roku. Byliśmy wtedy na jednej wyprawie, lecz nasze cele były różne. Oprócz wspomnianych, byli ze mną Ryszard Pawłowski, Janusz Majer i Walenty Fiut.

W połowie lipca Kurtyka z Kukuczką przetrawersowali w stylu alpejskim cały trójwierzchołkowy masyw, w większości nową drogą, wchodząc najpierw zachodnią granią na wierzchołek północny, potem główną granią na środkowy i główny, a dopiero w zejściu z tego ostatniego korzystali z drogi klasycznej. Broad Peak czekał na nową drogę 27 lat i doczekał się od razu drogi w wielkim stylu.

Broad Peak _ Pawłowski 1984 NewJanusz Majer na szczycie Broad Peak, 1984. Po prawej Walenty Fiut,
K2 w tle.  (fot. Ryszard Pawłowski)

Po okresie aklimatyzacji, pewnej nocy wpadła mi do głowy myśl, aby zaatakować górę tak, aby wejść na szczyt i zejść do bazy w ciągu jednego dnia. Czułem, że mogę tego dokonać, choć – nie przeczę – pomysł mógł się wydawać szaleńczy. Nikt bowiem przede mną takiego nawet nie próbował. W dodatku postanowiłem zrobić to samotnie. Szczęśliwym dniem był 14 lipca 1984 roku. Media na całym świecie, żadne sensacji, odnotowały moje wejście jako wyjątkowy wyczyn – pierwsze w historii wejście na ośmiotysięcznik w jeden dzień.

Faktycznie jednak wejście na szczyt z bazy położonej na wysokości 4950 m na lodowcu Godwin Austen wraz z zejściem zajęło mi 22 godziny 10 minut (od 0,20 do 22,30). Wyruszyłem zaraz po północy, przy pełni księżyca; było tak jasno, że nie musiałem sobie oświetlać drogi czołówką. Mróz był tęgi. Pomimo żwawego tempa marszu bardzo marzłem, nic nie pomagało masowanie stóp. Musiałem zatrzymać się i poczekać na słońce w obozie II. Straciłem w ten sposób dwie godziny, co nie wprawiało mnie w dobry humor. Wściekły ruszyłem ponownie, gdy tylko trochę odpocząłem i poczułem, że w słońcu, które tymczasem zaczęło oświetlać namiot, jest nieco cieplej. Z położonego wyżej obozu na szczyt wyruszyli tymczasem moi koledzy z wyprawy Walenty Fiut, Ryszard Pawłowski i Janusz Majer; kiedy więc dotarłem do niego, miałem nieco ułatwione zadanie: szedłem po ich śladach. Byli na wierzchołku o godzinie 15, potem zaczęli schodzić. Spotkałem ich pod szczytem, po czym sam wszedłem na wierzchołek. Była 4 po południu. Schodząc, dogoniłem kolegów, wymieniliśmy uwagi i pobiegłem dalej na dół, podczas gdy oni zatrzymali się na noc w obozie pośrednim. Do bazy dotarłem o 22,30.

Początkowo celem naszej wyprawy było pokonanie dziewiczej jeszcze wtedy ściany południowej. W wyniku przeprowadzonego rekonesansu Jerzy Kukuczka z Wojtkiem Kurtyką ocenili trudności techniczne oraz niebezpieczeństwo w postaci spadających kamieni za zbyt duże. Zapadła decyzja o odstąpieniu od tego pomysłu i przeniesieniu naszej akcji na ścianę zachodnią, czyli drogę normalną, gdzie mieliśmy zabezpieczać trawersujących od północy kolegów. Chciałem – w takim razie – zaatakować ścianę w oryginalny sposób. Skoro nie dana mi była ściana dziewicza, pragnąłem zrobić przynajmniej coś nowego. I udało się.

Na Broad Peaku uwierzyłem, że potrafię wejść na ośmiotysięczny szczyt i zejść z niego w ciągu jednego dnia. Miało to dla mnie oczywiście znaczenie czysto sportowe. Czyni mi się zresztą z tego zarzut: że w górach powinno się być dla przyjemności, dla przeżywania emocji, że „wbieganie” jest jakby przeciwieństwem tego, po co idziemy – wszak robimy to dla przeżyć estetycznych. Fakt: Gdzie miejsce na przeżycia estetyczne, kiedy biegniesz, z zalanymi potem oczyma osiągasz wierzchołek góry, z którego w dodatku nieraz nic nie widzisz, po czym zaraz zbiegasz w dół?

Autor : Krzysztof Wielicki.

* Zobacz :

Krzysztof Wielicki : Wyścig ze śmiercią – akcja ratunkowa na K2, Netia K2 Polish Winter Expedition (2003/2004).

Krzysztof Wielicki: Historia zdobycia K-2.

Krzysztof Wielicki: zimowa wyprawa na Lhotse – pierwsze zdobycie szczytu zimą 1988r.

Polish winter expedition to K2, 2002/3 /Version polish and english/

Winter Manifesto of Krzysztof Wielicki – Manifest zimowy Krzysztofa Wielickiego /Version polish and english/

Polish winter expedition 1980: Everest – part 1

Polish winter expedition 1980: Everest – part 2

Polish winter expedition 1980: Everest – part 3

Polish winter expedition 1980: Everest – part 4

* Polish Himalayas – Become a Fan

goryonline.com

Nieruchomości on line

** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button


Polish famous climbers – The golden decade of Polish Himalayan mountaineering.

The golden decade of Polish Himalayan mountaineering, besides the unquestionable personal accomplishments of Jurek Kukuczka [the Polish national hero, (described by many in the international community as “the best Himalayan climber of all time”) has entered mountaineering history as ‘the second man to conquer all 14, 8000ers” after Reinhold Messner], Wanda Rutkiewicz, Ryszard Pawłowski [He has summitted Everest three times 5/13/94, 5/12/95, and 5/18/99], Krzysztof Wielicki [He is the fifth man to climb all fourteen eight-thousanders], Leszek Cichy, Wojtek Kurtyka and others, also saw winter achievements that were a team rather than individual success.

It was particularly noticeable during the winter expeditions how the whole team worked for the result. In Winter it is difficult to achieve success without teamwork.

They were successful in high mountain winter explorations. After all, half of fourteen 8000-metre peaks were climbed by Poles, within just eight years (1980-1988) to boot. Englishmen given them nickname “Ice Warriors”.

The Himalayas by the Fingertips.

A story of extreme climbing always sounds a bit like a fairy tale. As the altitude grows and the difficulties pile up, the eyes of the listeners open wider and wider. Some of them accept the account at face-value, others refuse to believe it, assuming the story-teller is telling stories.

Not than you can blame them – it does take some imagination to picture somebody climbing mountain faces many kilometers high, going up steps no bigger than a bottle top, with holds only large enough for fingertips. And all these acrobatics at an altitude so high that the extreme thinness of the air tears the struggling lungs apart.

The above is, however, no exaggeration. It is just as accurate as the account of the express ascent: 20 hours up an eight-thousand meter summit and back to base camp [Krzysztof Wielicki – Broad Peak (1984) – normal route, the first ever ascent on a summit of 8000 meter peak in one day (16 hours up, 6 hours down), solo]. Such extreme feats are part of sports climbing, a type of climbing reserved exclusively for the best – it is climbing by the fingertips.

I would like to invite for reading few articles about Polish famous climbers :

–  Jerzy Kukuczka – famous Polish climber /Version polish and english/

–  Wanda Rutkiewicz – skarb narodowy. /Version polish and english/

–  Krzysztof Wielicki the famous Polish climber./ Version polish and english /

–  Piotr Pustelnik – famous Polish climber. /Version english and polish/

–  Ryszard Pawłowski the famous Polish climber. /Version english and polish/

–  Leszek Cichy the famous Polish climber. /Version english and polish/

–  Marcin Miotk – Everest – pierwsze polskie wejście bez użycia tlenu.

–  Anna Czerwinska the famous Polish climber. /Version english and polish/

–  Kinga Baranowska – famous Polish climber. /Version english and polish/

–  Piotr Morawski the famous Polish climber. /Version english and polish/

–  Maciej Berbeka the famous Polish climber. /Version english and polish/

–  Anna Barańska: The first Polish woman on the North Face of Mount Everest.

–  Andrzej Czok – sylwetka wybitnego polskiego himalaisty.

Artur Hajzer – Ice Leader.

* see also:

Winter Manifesto of Krzysztof Wielicki – Manifest zimowy Krzysztofa Wielickiego /Version polish and english/

Polish winter expedition to K2, 2002/3 /Version polish and english/

Ice Warriors not give up – HiMountain winter expedition to Broad Peak – 2008/09. HiMountain wyprawa zimowa Broad Peak – 2008/09. /Version english and polish/

Polish-Italian winter expedition to Shisha Pangma (8027m), 2005 /Version polish and english/

Polish winter expedition 1980 – First winter ascent of Everest, part 1

Polish winter expedition 1980 – First winter ascent of Everest, part 2

Polish winter expedition 1980 – First winter ascent of Everest, part 3

Polish winter expedition 1980 – First winter ascent of Everest, part 4

goryonline.com

Nieruchomości on line

** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button


zapraszam do subskrypcji mego bloga

Smak gór – książka Ryszarda Pawłowskiego.

smak-gor PawłowskiSmak gór” odpowie Ci na pytania, które chciałeś zadać alpinistom. Po co oni tam chodzą? Ile to kosztuje? Jak można się umyć i wysikać na siedmiu tysiącach metrów? Czy to prawda, że po paru pobytach na dużej wysokości w mózgu robią się dziury? Czy Szerpowie nie lubią himalaistów? Czy można nie wejść na szczyt, a powiedzieć, że się weszło? Odpowiedzi udziela Ryszard Pawłowski, jeden z najlepszych alpinistów świata. Pytają – nieraz w sposób brutalny – ludzie, którzy nie mieli nigdy do czynienia z górami wysokimi. Dlatego “Smak gór” to książka inna niż setki górskiej literatury ustawianej na księgarskich półkach. To książka dla Ciebie.

Drugim obliczem “Smaku gór” jest psychologiczny portret Ryszarda Pawłowskiego – człowieka, który w mieście czuje się zagubiony, a w warunkach, w których my nie przetrwalibyśmy dnia, on oddycha pełną piersią i jeszcze ma siły, by zdobywać K2, trzy razy wejść na Mount Everest i rozwinąć najlepszą w Polsce firmę oferującą komercyjne wyprawy wysokogórskie…

Książka ta zawiera opisy różnych ekspedycji polskiego himalaisty Ryszarda Pawłowskiego. Pisana jest, powiedzmy, w formie wywiadu, zawiera także wypowiedzi jego znajomych i klientów (Pawłowski organizuje wyprawy). Jeśli kochasz góry, bez wątpienia nie pożałujesz czasu spędzonego nad tą lekturą. Jeśli nie bardzo – nie bój się – pokochasz:).

FRAGMENTY KSIĄŻKI

Czytałam gdzieś, że Himalaje pełne są porzuconych śmieci i trupów. Co się robi z takim nieboszczykiem? Nic się nie robi. Przechodzi się dalej. Żadnego hołdu, rzucenia grudką ….śniegu, zamknięcia oczu? Nie zamkniesz mu oczu, bo są zamarznięte. Nieraz od wielu lat. Mallory po 75 – latach, nic się nie zmienił.

Czy sądzisz, że wyprawa powiedzmy 10 najlepszych, obecnych himalaistów Świata mogłaby pobić nowe rekordy?

Były takie wyprawy organizowane przez Anglików z Francuzami. Nie sprawdziły się. Rozbijały je ambicje. Nie dość, że indywidualne – gwiazdorów alpinizmu, to jeszcze narodowościowe typu: nie będę nosił sprzętu Angolowi, nie będę jadł z żabojadem…..

Szerpowie, kucharze, pomocnicy….. jak ich traktujecie? Jest wyższość białego człowieka wobec dzikich, czy też okazja do poznania innej kultury? Miałem kiedyś ciekawą historię w Afganistanie z kandydatem na kucharza . Zachwalał swoje umiejętności, aż w końcu mówi, że pracował już z Polakami i ma nawet pisemne rekomendacje. Wyciąga specjalny zeszycik i z dumą podtyka mi stronę, na której jest napisane dużymi literami: Tego ch…. nożem .

Czyli oni z was żyją, ale nie bardzo was lubią. Jak to górale. Coś im się nie podoba i jesteś na przegranej pozycji. Tutaj również rządzi pieniądz.

RECENZJE :

Niezwykły bohater i bardzo interesująca lektura. Smak gór to książka, którą można czytać na wiele sposobów:

– po pierwsze jest to okazja do bliższego poznania Ryszarda Pawłowskiego, jedynego polskiego wielkiego alpinisty i himalaisty, który jest zarazem utalentowanym organizatorem i przewodnikiem komercyjnych wypraw w góry wysokie, – po drugie jest to okazja do szukania odpowiedzi na pytanie o rolę doświadczania gór i ich smakowania w życiu bohatera książki i jego górskich partnerów – po trzecie Smak gór to oryginalnie pomyślana, dobrze zredagowana i świetnie wydana książka, jedyna i niepowtarzalna, godna właśnie Ryszarda Wielkiego Wysokogórskiego. W bogatym polskim piśmiennictwie inspirowanym górami Smak gór ma swoje jedyne i niepowtarzalne miejsce.

Michał Jagiełło
Dyrektor Biblioteki Narodowej
alpinista, ratownik górski

Bez sentymentów, prosto, ale ze swadą – o górach i o sobie.
Smak gór , wywiad -rzeka z trzykrotnym zdobywcą Mt.Everestu to książka i dla tych , którzy pół życia spędzają za biurkiem, marząc o ekstremalnych doznaniach, i dla tych , którzy są gotowi zza biurka po te doznania ruszyć. W Smaku gór Ci drudzy znajdą odpowiedź, czy warto ruszyć z Ryszardem Pawłowskim.

Iza Szumilewicz
RADIO ZET

Autor porusza ciekawa tematykę, rzadko opisywaną, a dotyczącą pogranicza alpinizmu i wysokogórskiej komercji, relacji przewodnik – klient. Reporterska formuła ujawnia dobrze relatywizm w postrzeganiu gór. Smak gór to również subiektywne spojrzenie Ryszarda Pawłowskiego na góry, etykę, na życie wogóle. Książka niewątpliwie wzbogaca naszą wiedzę o człowieku.

Krzysztof Wielicki
Himalaista, Zdobywca Korony Himalajów

O autorze :

Każdy kto zechce zobaczyć Himalaje, poczuć smak najwspanialszej przygody, przeżyć przygodę życia powinien wybrać się na jedną z wypraw organizowanych przez Ryszarda Pawłowskiego.

pawlowski-lider.jpg Ryszard Pawłowski.

Urodzony w 1950 roku, zodiakalny Rak, ale Tygrys według horoskopu chińskiego, inżynier elektryk, instruktor alpinizmu, przewodnik górski.

Wziął udział w ponad 100 wyprawach w różne góry świata jako uczestnik lub organizator. Zdobył 10 szczytów 8-tysięcznych, min. K2 (8611m) płn. filarem.
Jest jedynym Polakiem, który 3-krotnie stanął na szczycie Mt. Everestu(8848 m n.p.m.). Dokonał wielu wejść trudnymi drogami wspinaczkowymi w różnych rejonach Ziemi.

* Sylwetka himalaisty :

Ryszard Pawłowski the famous Polish climber. /Version english and polish/

* Poprzednie posty : – Books

goryonline.com

** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button

zapraszam do subskrypcji mego bloga

Ryszard Pawłowski i jego wyprawy – Aconcaqua najwyższy szczyt obu Ameryk.

Poniżej przedstawiam relację znanego polskiego himalaisty Ryszarda Pawłowskiego z jego wyprawy : Aconcaqua 2007 – najwyższy szczyt obu Ameryk.

pawlowski-lider.jpg Ryszard Pawłowski.

Urodzony w 1950 roku, zodiakalny Rak, ale Tygrys według horoskopu chińskiego, inżynier elektryk, instruktor alpinizmu, przewodnik górski.

Wziął udział w ponad 100 wyprawach w różne góry świata jako uczestnik lub organizator. Zdobył 10 szczytów 8-tysięcznych, min. K2 (8611m) płn. filarem.
Jest jedynym Polakiem, który 3-krotnie stanął na szczycie Mt. Everestu(8848 m n.p.m.). Dokonał wielu wejść trudnymi drogami wspinaczkowymi w różnych rejonach Ziemi.

Był partnerem wspinaczkowym Jerzego Kukuczki, Piotra Pustelnika, Janusza Majera, Krzysztofa Wielickiego i innych.
Jest członkiem prestiżowego The Explorers Club, stowarzyszenia zrzeszającego ok. 3000 odkrywców i badaczy z kilkudziesięciu państw wszystkich kontynentów.

polish_international_mt_everest_expedition99_415.jpg
Everest – photo by Ryszard Pawłowski – Polish International Mt Everest expedition 99

Aconcagua – wyprawa z Ryszardem Pawłowskim.

W najrozleglejszych górach świata, Andach, położony jest najwyższy szczyt obu Ameryk i zarazem najwyższy szczyt wznoszący się poza Azją – Aconcaqua.
Góra nazwana przez Inków Acconcahuac (co w ich języku oznacza “kamienny straznik”) stanowi jeden z filarów “Korony Ziemi” co czyni ją szczególnie atrakcyjną dla wspinaczy.

Aconcaqua leży w argentyńskiej prowincji Mendoza, 15 km od granicy z Chile. Jest masywem pochodzenia wulkanicznego, swoja wysokością znacznie przewyższa sąsiednie wierzchołki, wydając się jeszcze wyższa niż jest w istocie.
Otaczające ja góry pokryte są jałowymi, stromymi zboczami , stanowiącymi pustynny teren z usuwającymi się spod nóg kamieniami. Roślinność jest tu bardzo uboga i praktycznie zanika na wysokości ok. 4000 m co potęguje wrażenie pustki i surowości i sprawia że rejon ten odwiedzany jest niemal wyłącznie przez wojskowych i wspinaczy.
Szczególne wrażenie robi pionowa, południowa ściana widziana z doliny Horcones – ścianą tą, wśród barier seraków i ruchomych skał, prowadzą najtrudniejsze drogi na wierzchołek.

Lista sprzętu do zabrania na wyprawę:

  1. śpiwór puchowy
  2. kurtka puchowa
  3. botki puchowe
  4. wór transportowy (80-100 L)
  5. plecak (60-80 L)
  6. plecak mały (20-30 L) – podręczny
  7. buty plastikowe
  8. buty trekkingowe
  9. rękawice ciepłe (łapa wice)
  10. rękawiczki polar albo wind stopper
  11. rękawiczki cienkie (od słońca)
  12. bluza z polara (lub wind stopper)
  13. spodnie z polara
  14. bluza przeciwwiatrowa
  15. spodnie przeciwwiatrowe
  16. termos
  17. butelka na napoje
  18. raki
  19. kijki narciarskie
  20. czapka ciepła
  21. czapka przeciwsłoneczna z daszkiem i osłoną na kark
  22. okulary przeciwsłoneczne (lodowcowe)
  23. ochraniacze przeciwśniegowe
  24. bielizna przeciwpotliwa (koszulki-2 szt., kalesony 2-szt.)
  25. koszulki bawełniane
  26. gogle narciarskie
  27. termorest lub karrimat – 2 szt.
  28. krem oraz pomadka z filtrem UV
  29. przybory kuchenne osobiste (kubek, łyżka, miska)
  30. czołówka i zapasowe baterie
  31. aparat fotograficzny
  32. ulubiona maskotka

Pamiętaj, nawet najlepszy sprzęt nie zapewni Ci wejścia na szczyt
bez przygotowania kondycyjnego i nastawienia psychicznego!

Kalendarium. aconcagua-map_220.jpg

1897 – szwajcarski przewodnik M. Zurbriggen, członek brytyjskiej ekspedycji pod kierownictwem E. Fitzgeralda, zdobywa szczyt 14 stycznia wchodząc od strony zachodniej, drogą uznawaną dzisiaj za klasyczną
1934 – czworka polskich wspinaczy: K. Narkiewicz-Jodko, S. Daszyński, W. Ostrowski i S. Osiecki dokonują pierwszego wejscia od strony wschodniej przez lodowiec, zwany odtąd Lodowcem Polaków
1954 – uczestnicy francuskiej wyprawy G.Poulet, R.Paragot, E.Denis, P. Lasueur, L. Bernardini i A.Dagory jako pierwsi pokonują trudny centralny filar na scianie południowej osiagając wierzchołek 28 lutego
1974 – austriacko-włoska wyprawa Reinholda Messnera dokonuje prostowania w górnym odcinku drogi francuskiej z 1954. Siedemnaście lat póżniej, ta samą drogę pokonuje samotnie Austriak T. Bubendorfer
1982 – czterej Słoweńcy Z. Gantar, I. Rejc oraz bracia Pavel i Peter Podgornik po dziewięciodniowej wspinaczce na południowej ścianie osiągają południowy wierzchołek góry. Obecnie droga ta, nazwana “słoweńską”, uznawana jest za najtrudniejszą na całej górze.

Krótka informacja o wyprawie:
Celem wyprawy jest wejście na szczyt Aconcaqua – najwyższy szczyt obu Ameryk.
Wybieramy jeden z dwóch klasycznych wariantów osiągnięcia wierzchołka tzn. od północnego wschodu, rozpoczynając z miejscowości Punta del Inca. Po trzech dniach marszu przez doliny Vacas i Relinchos docieramy do bazy Plaza Argentina, ulokowanej na wysokości 4200 m. Do tego miejsca bagaż transportowany jest na grzbietach mułów; powyżej bazy cały niezbędny sprzęt transportują uczestnicy, przy okazji zdobywając aklimatyzację i kondycję.

Przez następne parę dni zakładamy kolejne obozy: obóz I na wysokości ok. 5300 m oraz obóz II na wysokości ok. 5950 m. Przy dobrych warunkach pogodowych wejście na szczyt z obozu II zajmuje ok. 8-10 godzin, czas wejścia uzależniony jest przede wszystkim od (oprócz pogody) samopoczucia uczestników.

Program akcji górskiej jest tak ułożony, aby w razie nieudanego wejścia na szczyt np. ze względu na złą pogodę lub gorsze samopoczucie, możliwe było ponowienie ataku.

Do bazy wracamy tą samą trasą, likwidując po drodze kolejne obozy.
Warunki pogodowe jakie napotkamy podczas wyprawy są ekstremalne i skrajnie różne – od zenitalnego słońca na początku podejścia do ujemnych temperatur, lodu, sniegu i silnych wiatrów w wyższych partiach góry.
Samo wejście na Aconcaque nie stwarza większych trudności technicznych, pamiętać jednak należy, że znaczna wysokość (prawie 7000 m) oraz często występujące trudne warunki pogodowe sprawiają, że wejście na wierzchołek jest zawsze poważnym przedsięwzięciem.

RELACJA z sezonu 2007 – Ryszard Pawłowski.

Sezon 2007 charakteryzowała wyjątkowo kapryśna i zróżnicowana pogoda oraz skrajnie różne warunki. Aconcaqua Pustynia Atakama NewPoczątkowy okres do 15 stycznia był ciepły, bezwietrzny ale też bezbarwny – powiedziałbym, że mało górski, bo śniegu jak na lekarstwo, a szczyt zdobyć można było w półbutach miejskich. Nasz pierwszy zespół, z teoretycznie silnymi uczestnikami, miał wyjątkowego pecha, ponieważ ataki szczytowe przypadły na początek długotrwałego, niespotykanego od lat załamania pogody: silnych wiatrów i obfitych opadów sniegu, które spowodowały, że teren stał się lawiniasty i niebezpieczny. Dwukrotne ataki zakończyły się niepowodzeniem i spowodowały, że chłopaki stracili zapał i serce do walki. Po ich zejściu do bazy wspólnie z Wojtkiem Falkowskim i Januszem Szubą podjęliśmy próbę dosłownie “ostatniej szansy” i atakiem z Nido de Condores, brnąc w lawiniastym śniegu, walcząc z wiatrem i niską temperaturą, stanęliśmy na szczycie Aconcagua ( 6962m). Byłem pierwszym od 6 dni człowiekiem, który tego dokonał, a Wojtek dotarł tam wkrótce za mną. Jeszcze tego samego dnia zeszliśmy do bazy na Plaza de Mulas.

Pięciodniową przerwę w oczekiwaniu na drugi “turnus” wykorzystaliśmy z Jurkiem Palichem na zwiedzanie atrakcji Pustyni Atakama i moczenie nóg w ciepłych wodach Oceanu Spokojnego. Aconcaqua Joasia z liderem New
Z drugą grupą, odżywieni soczystymi stekami w Mendozie i napojeni argentyńskimi winami, wyruszyliśmy na podbój Naszej Góry. Wieści nie były optymistyczne. Duże opady śniegu, silne mrozy i huraganowe wiatry spowodowały, że nawet najlepsze zespoły wracały na tarczy. Głośno wyraziłem nawet obawy, że w porównaniu z nimi jesteśmy “cienkie Bolki” czego mój zespół do końca nie mógł mi wybaczyć – zmobilizował się maksymalnie i zaczął działać jak naoliwiony szwajcarski zegarek :-). Już ósmego dnia od wejścia w Dolinę Horncones wszyscy stanęliśmy w komplecie na szczycie. Brawo Joasiu ! Brawo chłopaki ! Zrobiliście mi wspaniałą niespodziankę ! Miałem też dodatkową satysfakcję, ponieważ stanąłem na szczycie po raz 20-ty.Cóż więcej mógłbym dodać ? Zespół ocenia się po tym jak kończy.

– Lider Rysiek Pawłowski.

Podsumowanie wejść na Aconcagua 2007:
20 styczeń: Falkowski Wojciech, Pawłowski Ryszard;
11 luty: Gawrzyał Agenor, Giermaziak Jarosław, Hejke Krzysztof, Korzeniewski Krzysztof, Palich Jerzy, Pawłowski Ryszard, Pieczkowska Joanna, Punda Dominik.

** Zobacz też :

Ryszard Pawłowski i jego wyprawy – Alaska 2001.

Polish International Mt Everest expedition 99 – relacja Ryszarda Pawłowskiego cz.1.

Polish International Mt Everest expedition 99 – relacja Ryszarda Pawłowskiego cz.2.

–  Polish International Mt Everest expedition 99 – relacja Ryszarda Pawłowskiego cz.3.

*** strona himalaisty to : http://www.patagonia.com.pl/

goryonline.com

** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button

zapraszam do subskrypcji mego bloga

Ryszard Pawłowski i jego wyprawy – Alaska 2001.

Poniżej przedstawiam relację znanego polskiego himalaisty Ryszarda Pawłowskiego z jego wyprawy : Alaska 2001 – masyw Mendenhall Towers.

pawlowski-lider.jpg Ryszard Pawłowski.

Urodzony w 1950 roku, zodiakalny Rak, ale Tygrys według horoskopu chińskiego, inżynier elektryk, instruktor alpinizmu, przewodnik górski.

Wziął udział w ponad 100 wyprawach w różne góry świata jako uczestnik lub organizator. Zdobył 10 szczytów 8-tysięcznych, min. K2 (8611m) płn. filarem.
Jest jedynym Polakiem, który 3-krotnie stanął na szczycie Mt. Everestu(8848 m n.p.m.). Dokonał wielu wejść trudnymi drogami wspinaczkowymi w różnych rejonach Ziemi.

Był partnerem wspinaczkowym Jerzego Kukuczki, Piotra Pustelnika, Janusza Majera, Krzysztofa Wielickiego i innych.
Jest członkiem prestiżowego The Explorers Club, stowarzyszenia zrzeszającego ok. 3000 odkrywców i badaczy z kilkudziesięciu państw wszystkich kontynentów.

polish_international_mt_everest_expedition99_415.jpg
Everest – photo by Ryszard Pawłowski – Polish International Mt Everest expedition 99

Urodzinowy prezent.

– Rysiu, czy idziesz z nami na nową drogę? – Były to pierwsze słowa Jacka, tuż po moim przylocie do stolicy Alaski Juneau.
– Pewnie, że tak – odpowiedziałem bez wahania, nie znając jeszcze planów Jacka oraz tego, co nas miało czekać.
Juneau zamieszkane przez niespełna 30 tysięcy ludzi, usytuowane jest w odległości 600 mil na płd.-wsch. od Anchorage, 250-tysięcznego miasta Alaski. Można tam dopłynąć statkiem lub przylecieć samolotem. Zewsząd otacza je woda lub podmokłe tereny, a ilość opadów deszczu należy do jednych z największych w świecie.
Miasto to ¬postanowiłem odwiedzić co najmniej z dwóch powodów.
Po pierwsze – na Alasce byłem już po raz dziewiąty i wcześniej nie miałem takiej okazji, gdyż przez ostatnie kilka lat bez względu na porę roku Jacek zamieszkiwał na niewielkim jachcie przycumowanym do nabrzeża w warunkach raczej skromnych. W ubiegłym roku nabył okazyjnie chatę położoną w lesie i  bardzo chciałem zobaczyć ją na własne oczy.
Po drugie – i tak niewiele miałem do roboty. Dzień wcześniej wyprawiłem na Mt McKinley ośmioosobową grupę, w której była Magda, obecnie moja żona i tym sposobem „wyrobiło” mi się 3 tygodnie czasu, który mogłem spożytkować wyłącznie dla siebie.
Chata Jacka – mały, drewniany domek zwieńczony wieżyczką – wspaniale komponował się z otaczającą go przyrodą. Czuło się to szczególnie wtedy, gdy siedząc na tarasie w jakuzi z butelką piwa w ręku wsłuchiwaliśmy się w odgłosy lasu i przyglądaliśmy polującym bezgłośnie nietoperzom.
Rano obudził mnie krzyk dzikich gęsi za oknem. Wychodząc na zewnątrz dostrzegłem buszujące na wyciągnięcie ręki wiewiórki, a chwilę potem potężne orły bieliki majestatycznie zataczające kręgi na niebie.
Usytuowanie miejsca było strzałem w dziesiątkę, mimo że najbliższy sklepik oddalony jest o 8 mil, a ulubiony bar Jacka o całe 20 mil drogi.
Dwa dni oczekiwania na przylot z Kalifornii Davida, partnera skalnych wspinaczek Jacka, wykorzystaliśmy na trening w pobliskich klifach granitowych. Podpływaliśmy łodzią, a potem przebijając się przez busz, strasząc przy tym liczne świstaki oraz ptaki morskie, dochodziliśmy do podstawy skał. Wybór drogi zależał tylko od naszej fantazji, gdyż prawdopodobnie nikt się tutaj wcześniej nie wspinał.

Uczestnicy spektaklu.

David niewysoki, mocno zbudowany i poruszający się kaczym krokiem na zewnętrznych krawędziach stóp nie sprawiał wrażenia ekstremalnego wspinacza skalnego. Zadziwił mnie ilością przywiezionego ze sobą specjalistycznego sprzętu. Oprócz wielkiej ilości różnorodnych friendów, kostek i haków miał też dwa wiszące łóżka tzw. portaledge, potrzebne do biwaków w dużej pionowej ścianie. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że żartów chyba nie będzie.
Jacek, wysoki, chudy rudzielec w grubych szkłach na nosie, ostatnio bardzo aktywny, zarówno w skale jak też górach najwyższych, mój partner na wyprawach, nie był dla mnie zagadką. Ciekawiło mnie tylko o ile urosły jego umiejętności techniczne, bo psyche miał świetną.
Do tego ja, mający już z górki wspinaczkowe wzloty, ale z doświadczeniem, które może się jeszcze przydać i bez wątpienia z przysłowiową szczęśliwą ręką do pogody.
W agencji „Northstar Trekking”, w której negocjowaliśmy cenę za wynajęcie helikoptera, na wiszącym w eksponowanym miejscu plakacie po raz pierwszy ujrzałem płn. ścianę Mendenhall Towers. Prawie dokładnie w środku najwyższy z wierzchołków ubrany w lodową czapę seraka opadał aż do podstawy ściany stromym, skalnym filarem, który tylko w dwóch miejscach przecięty był zalegającym na półkach śniegiem.
Byłem pod wrażeniem. Zrozumiałem podniecenie Dava i Jacka, którzy przez ostatnie dwa dni mówili tylko o przejściu drogi. Nic dziwnego, już dwukrotnie próbowali sił w roku 1999 oraz 2000. Przeszli wtedy 120 m skały dochodząc do ostrogi na filarze. Wielokrotne próby kończyły się zawsze w strugach ulewnego deszczu. Konkurencja też nie spała, a jeden z zespołów spędził 30 dni przeczekując deszczową pogodę. Warto więc było spróbować.

Akcja.

Doskonale wyposażeni sprzętowo, z zapasem żywności i paliwa na dwa tygodnie, byliśmy gotowi. Pilot helikoptera wysadził nas na lodowcu, życzył szczęścia i obiecał rzucić na nas okiem, przy okazji lotów patrolowych. W razie (odpukać!) wypadku mogliśmy liczyć na pomoc łącząc się przez radio wyłącznie ze szczytu. Innej możliwości nie było.
Pogoda była niepewna. Dzień rozpoczęliśmy poręczując 120 metrowy odcinek wyprowadzający na siodełko w filarze. Był to system szerokich rys o trudnościach 5.10a. Pod wieczór sytuacja wyjaśniła się definitywnie, zaczęło intensywnie padać, a radiowa prognoza nie pozostawiała złudzeń: „…deszcz okresami intensywny z niewielką szansą na poprawę …”
Następne trzy dni przesiedzieliśmy zagłębieni w zabraną ze sobą lekturę, treściwe rozmowy przy puszkowanym piwie i wysłuchiwanie prognoz pogodowych, ciągle podobnych. Ożywienie wprowadził wieczorny komunikat o nadchodzącym porywistym, zimnym wietrze z północy. Była w tym jakaś nadzieja i szansa, aby się wreszcie ruszyć.
Cały dzień zajął nam transport pod ścianę sprzętu oraz lin i mimo ponownego załamania pogody urobiliśmy dodatkowe 80 m skalnego terenu wracając na noc do namiotu. Rankiem widząc rąbek błękitnego nieba oraz korzystne wskazania altymetru z okrzykiem „…teraz albo nigdy!…”  wbiliśmy się w nasz filar. Wory transportowe oraz system bloczków sprawdzone przez Davida w yosemitowskich ścianach również tutaj działały bez zarzutu. Uskrzydleni coraz lepszą, chociaż mroźną pogodą i bezczynnością dni poprzednich, pokonywaliśmy coraz to wyższe, teraz już całkiem dziewicze partie skalnego filara. Wyglądająca z dołu bardzo lito i nieprzystępnie pionowa, płytowa formacja doprowadzająca do partii śniegu, ku naszej radości puściła klasycznie, chociaż nie obyło się bez dłuższej dyskusji i przymiarek, którędy uderzyć.  Specjalistyczny sprzęt w postaci nitów, ławeczek i wymyślnych haczyków okazał się zbędny. Wystarczył zestaw friendów i stalowe palce Dava. Wspomagał się co prawda od czasu do czasu jakimś hakiem, ale tylko po to, aby oczyścić zarośnięte rysy i wcisnąć tam swoje paluchy, bądź osadzić przelot w postaci frienda, albo kości. Późnym wieczorem osiągnęliśmy miejsce wypatrzonego z dołu biwaku. Wygodna pozioma półka, o jakiej mogliśmy tylko pomarzyć oraz śnieg w zasięgu ręki wprowadziły nas w nadzwyczaj dobry nastrój.
Podziwialiśmy panoramę skalnych turni oraz ciągnące się po horyzont jęzory lodowców. U naszych stóp 400 m poniżej na lodowcu w poświacie księżyca i nigdy nie zachodzącego o tej porze roku słońca majaczył nasz mały namiot, który opuściliśmy rankiem. Było zimno, a wiatr huśtał rozpalony wewnątrz płachty palnik.

Finał.

Poranne promienie zaledwie co nas musnęły. Zaczął się następny dzień bez opadów, do tego bardzo wyjątkowy, był 24 czerwca, dzień moich urodzin.
– Happy birthday Pedrino – pozdrowili mnie Jacek i Dave siedząc jeszcze w śpiworach.
– Thank you guys, życzenia przyjmę na szczycie – odrzekłem podając im gorący kubek z kawą. Pedrino – ojczulek (sekwencja z „Ojca chrzestnego”) wzięło się stąd, że młodsi koledzy prosząc często o radę, trochę żartobliwie, ale z pełnym szacunkiem zwracali się do mnie właśnie w ten sposób.
Moja propozycja potraktowana została poważnie, i całkowicie na lekko, zostawiając jedzenie i sprzęt biwakowy ruszyliśmy w kierunku szczytu. Brakowało nam, bagatela, 400 m w pionie, w terenie zupełnie nieznanym. Mimo, że skalne trudności wcale się nie zmniejszały, to szansa na ukończenie drogi wyraźnie nas uskrzydliła. Teren stał się niezwykle zróżnicowany, raz były to pionowe płyty z wąską rysą, innym razem wylodzona formacja kominowa lub śliska i omszała skała ze strużkami spływającej po niej wody, a czasem osadzony w śniegu luźny kamień. Dave poruszał się pewnie i nadzwyczaj sprawnie. Trudno było uwierzyć, że na co dzień robił „tylko” 5.12. Zacząłem doceniać jego klasę.
Co jakiś czas przytulaliśmy się do skały, aby uniknąć spadających kamieni bądź to zrzucanych przez któregoś z prowadzących bądź wytapianych
z górnych partii filara. Przydałyby się nity lub haki na stanowiska, ale te, jak się dopiero teraz okazało, w wyniku przyspieszonej redukcji sprzętu pozostały na biwaku. Droga absorbowała nas całkowicie, ale już teraz myślałem jak sobie damy radę w zjazdach.
O godz. 19.00 byliśmy w partiach podszczytowych. Zamieniliśmy wspinaczkowe buty na skorupy, a w ruch poszedł zimowy sprzęt i czekany. Była nadzieja na ukończenie drogi, chociaż potężny śnieżno-lodowy serak wcale nie wyglądał łatwo. Całodzienne zmęczenie i stromizna terenu spowodowały chwilowe zwątpienie w powodzenie akcji. Przerwał je Jacek, zdecydowanym wyjściem na prowadzenie i zmianą Dava, który niezbyt pewnie czuł się w tak obcym dla siebie terenie.
O godz. 21.30 byliśmy na wierzchołku. Radość, uściski i zdjęcia. Nagroda za wytrwałość i piękny prezent w dniu moich 51 urodzin.
– Happy birthday Pedrino – zakrzyknęli chłopcy.
– Congratulations boys – byłem naprawdę wzruszony.
Dookoła jak okiem sięgnąć w poświacie zawieszonego nad horyzontem słońca rozpościerają się przepiękne widoki, dla których warto było tutaj stanąć. Jacek przez radio informuje agencję o naszym wejściu. Jesteśmy usatysfakcjonowani. Za dwa dni przyleci po nas helikopter. Teraz tylko bezpiecznie w dół. Biorę to na siebie. Nie mamy haków, ani nitów, tym bardziej więc trzeba uważać. Nie jest to łatwe. Używamy dwóch 70-cio metrowych lin, a mimo to idzie jakoś niemrawo. Zjazdy tylko z kostek i pętli, w dodatku jest już półmrok i trudno obejść się bez czołówek. W oczekiwaniu na swoją kolej chłopcy zasypiają na stojąco. Byle do biwaku.
Staram się robić wszystko jak najdokładniej. Wreszcie ostatnim długim zjazdem ląduję przy jedzeniu i pozostawionej wczoraj wodzie. Jest godz. 6 rano. 24 godziny akcji non stop, padamy ze zmęczenia. Osiem pełnych 70-cio metrowych zjazdów i oprócz pętli i karabinków tylko dwie pozostawione kości. Prawdziwie słowiańska oszczędność. Promienie słońca rozleniwiają nas ostatecznie. Każdy znajduje jakieś miejsce na gołej skale i zapada w drzemkę.
Pada propozycja, aby zostać tutaj do jutra, ale łagodna sugestia Pedrino ponownie zostaje przyjęta i o godzinie 13.00 zaczynamy nową serię zjazdów. Jest już jasno, a na dodatek teraz wreszcie mogę użyć pozostawione wcześniej haki. Komfort wręcz niebiański.
Trochę strachu, gdy z furkotem całkiem blisko nas przelatuje blok wielkości szafy zrzucony przez ściąganą linę.  Jeszcze mały desant z wahadłem na ostatnich centymetrach zjazdowej liny i wreszcie jesteśmy u podstawy ściany. Związani liną ze względu na całkiem okazałe szczeliny lodowcowe ciągniemy za sobą wory ze sprzętem – teraz już tylko w dół.
O godzinie 22.00 wciąż w pięknej pogodzie dochodzimy do namiotów. Rozpiera nas prawdziwa duma.
Czekając na helikopter obserwujemy wielką lawinę pękniętych seraków schodzącą dokładnie w linii naszej drogi. Całe szczęście, że nas już to nie dotyczy, chociaż bez wątpienia podnosi klasę dokonanego przejścia.
Z helikoptera jeszcze ostatni rzut oka na płn. ścianę Mendenhall, a chwilę potem pierwsze gratulacje w agencji „Northstar Trekking” i piękny gest w postaci darowanej nam 460 dolarowej opłaty za przelot helikopterem.

Podsumowanie :

Rejon działania: Alaska, okolice Juneau, masyw Mendenhall Towers płn. ściana
Dokonanie:          Nowa droga i pierwsze przejście 800 metrowego środkowego filara
Czas akcji:            czerwiec 2001 rok, efektywny czas przejścia filara od startu do
wierzchołka i zjazdami do podstawy ściany – 3 dni.
Trudności:     skalne 5.10 – 5.10d , nastromienie śnieżno-lodowe 50 – 70O
Skład zespołu:   Jacek Masełko
Ryszard Pawłowski
David Sorric

Rysiek Pawłowski.

Sylwetka himalaisty :

Ryszard Pawłowski the famous Polish climber. /Version english and polish/

* Od autora serwisu :

Niniejszym wyrażam słowa wdzięczności dla sławnego polskiego himalaisty za to, że kolejny raz zechciał pokazać na moim serwisie swoje relacje z wypraw.

** Zobacz też :

Polish International Mt Everest expedition 99 – relacja Ryszarda Pawłowskiego cz.1.

Polish International Mt Everest expedition 99 – relacja Ryszarda Pawłowskiego cz.2.

–  Polish International Mt Everest expedition 99 – relacja Ryszarda Pawłowskiego cz.3.

*** strona himalaisty to : http://www.patagonia.com.pl/

** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button

zapraszam do subskrypcji mego bloga

Polish International Mt Everest expedition 99 – relacja Ryszarda Pawłowskiego cz.3.

Poniżej przedstawiam relację znanego polskiego himalaisty Ryszarda Pawłowskiego z wyprawy – Polish International Mt Everest expedition 99, w czasie której po raz trzeci zdobył on Everest 18 maja 1999 r (Północnym Filarem – Tybet).

pawlowski-lider.jpg Ryszard Pawłowski.

Urodzony w 1950 roku, zodiakalny Rak, ale Tygrys według horoskopu chińskiego, inżynier elektryk, instruktor alpinizmu, przewodnik górski.

Wziął udział w ponad 100 wyprawach w różne góry świata jako uczestnik lub organizator. Zdobył 10 szczytów 8-tysięcznych, min. K2 (8611m) płn. filarem.
Jest jedynym Polakiem, który 3-krotnie stanął na szczycie Mt. Everestu(8848 m n.p.m.). Dokonał wielu wejść trudnymi drogami wspinaczkowymi w różnych rejonach Ziemi.

Był partnerem wspinaczkowym Jerzego Kukuczki, Piotra Pustelnika, Janusza Majera, Krzysztofa Wielickiego i innych.
Jest członkiem prestiżowego The Explorers Club, stowarzyszenia zrzeszającego ok. 3000 odkrywców i badaczy z kilkudziesięciu państw wszystkich kontynentów.

polish_international_mt_everest_expedition99_415.jpg
Everest – photo by Ryszard Pawłowski – Polish International Mt Everest expedition 99

Polish International Mt Everest expedition 99

Sukces i tragedia cz.3.

SSzerpowie, którzy wreszcie dotarli do mnie rozpłakali się z radości widząc mnie żywego. Napojony herbatą z termosu schodziłem o własnych siłach. Poprosiłem tylko, żeby wzięli mój plecak z kamerą wideo i aparatami fotograficznymi. Czekałem na nich jakieś 100 m dalej przy poręczówkach. Widziałem jak jeden z nich wrócił 50 m, potem drugi doszedł do niego. Wydawało mi się że coś znaleźli, jakiś śpiwór czy butlę tlenową, które zwykle znoszą. Potem doszli do mnie i razem zaczęliśmy schodzić. Kiedy wspólnie dotarliśmy do obozu III przywitał nas Jacek wychodząc nam naprzeciw.Tadeusza wciąż jednak nie było! Wkrótce Szerpowie zeszli w dół, a my wspólnie z Jackiem postanowiliśmy spędzić jeszcze jedną noc w namiocie. Dopiero wtedy Jacek powiedział mi, że Szerpowie znaleźli leżącego człowieka w niebieskiej kurtce i spodniach puchowych. Tak ubrany był tylko Pascal. Potrząsali nim i podawali mu tlen. Wtedy jeszcze coś majaczył. Zostawili go, bo nie widzieli szans na ratunek. Zaczęliśmy gotować. Cały czas prowadziliśmy rozmowy z bazą i innymi wyprawami. Jacek zawiadomił przez radio Szerpów wyprawy belgijskiej, którzy obiecali wyjść z pomocą Pascalowi. Tak naprawdę wtedy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że Tadeusz zginął. Do tego czasu Tadziu ani razu nie uruchomił swojego radiotelefonu. Nie spotkaliśmy go ani też nie zauważyliśmy żadnego ruchu powyżej. Najprawdopodobniej spadł pomiędzy Pierwszym a Drugim Uskokiem. Tam widzieliśmy go po raz ostatni. Spędziliśmy dodatkowy dzień oraz noc w obozie III (8300 m) czekając na jego powrót.
Wypadek ten odebrał szansę na próbę zaatakowania szczytu Everestu pozostałym uczestnikom, głównie Basi Batko oraz Japończykowi Masaru Osamura, którzy czekali na wyjście do góry z obozu II (7600 m).
25-go maja ostatecznie zakończyliśmy wyprawę udając się w kierunku Kathmandu. W bazie na symbolicznym cmentarzu z widokiem na  północną ścianę, pozostawiliśmy tablicę z nazwiskiem Tadeusza Kudelskiego.
Wejściem na szczyt Mt. Everestu jak powiedziała jego żona Ewa Kudelska, Tadeusz zrealizował największe górskie marzenie swojego życia.

* autor : Ryszard Pawłowski.

** poprzednie posty :

Polish International Mt Everest expedition 99 – relacja Ryszarda Pawłowskiego cz.2.

Polish International Mt Everest expedition 99 – relacja Ryszarda Pawłowskiego cz.1.

*** strona himalaisty to : http://www.patagonia.com.pl/

** zapraszam na relacje z wypraw polskich himalaistów.

AddThis Feed Button

zapraszam do subskrypcji mego bloga